ciasteczkaWażne: Pozostawiamy ciasteczka. Przeglądając nasz serwis AKCEPTUJESZ naszą politykę prywatnościOK, schowaj.

 

Magazyn Turystyczno-Krajoznawczy GÓRY IZERSKIE

GÓRY IZERSKIE na wyciągnięcie ręki
 

• start  » Było  » Brunatne złoto przeklęte

Napisany: 2022-04-21

Brunatne złoto przeklęte

Bardzo proszę o zainteresowanie się naszym regionem. Bądźcie prawdziwymi bohaterami! — zaapelowała do polityków E. Lech-Gothardt

Pierwsza konferencja w Zgorzelcu pn. Krajobraz kulturowy Łużyc zasobem transformacji regionu zgorzeleckiego, odbyła się w Zagrodzie Kołodzieja 11 stycznia 2022 r. Kolejna już 27 kwietnia (fot. Sz. Surmacz)

Czy kultura, także materialna, jest szansą ratunku dla Łużyc? Czy można zamienić miejsca pracy w energetyce na pracę w turystyce? Czy da się przebudować gospodarkę bez strat demograficznych i cywilizacyjnych w oparciu o dziedzictwo kulturowe?
Na te pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy konferencji pn. Krajobraz kulturowy Łużyc zasobem transformacji regionu zgorzeleckiego. Odbyła się 11 stycznia br. w Zagrodzie Kołodzieja — znanej restauracji zgorzeleckiej, ale także kwaterze głównej stowarzyszenia DOM KOŁODZIEJA, mającego wielki wkład w ratowanie architektury ludowej na pograniczu polsko-niemiecko-czeskim.

Ciekawy program i zacni goście zapowiadał interesujące spotkanie. Aby dotrzeć do jak największej liczby uczestników organizatorzy zadbali, by poza realną obecnością, można było wziąć udział wirtualnie. Nie tylko przez popularnego ZOOM-a, ale powszechny Facebook. Skorzystało łącznie ok. 60~70 osób. To wcale niemało jak na niszowy temat dotyczący mało znanego zakątka Polski.
Spotkanie w Zgorzelcu nie jest kaprysem nudzących się naukowców i działaczy społecznych. Jest odpowiedzią na nabrzmiewający od wielu lat, a w ostatnich — coraz bardziej dający o sobie znać problem: jak długo jeszcze powiat zgorzelecki będzie żył z węgla?

Minęły dwa stulecia od czasu, kiedy na Górnych i Dolnych Łużycach zaczęto na skalę przemysłową pozyskiwać węgiel brunatny. Początkowo zaspokajając skromne potrzeby: na domowy opał i dla ogrodnictwa (do użyźniania gleby). Z czasem do napędzania maszyn parowych w kwitnącym podówczas na Górnych Łużycach przemyśle tkackim. Wreszcie, na przełomie XIX i XX stulecia, w coraz większych i wydajniejszych elektrowniach, które w szczytowej fazie industrializacji nowych państw utworzonych pod rosyjską kuratelą, osiągnęły łączną moc kilkudziesięciu gigawatów (głównie w Niemieckiej Republice Demokratycznej).

Nieder-Reichenau, czyli Bogatynia Dolna zabudowana ponad 200 domami przysłupowo-szachulcowymi, została zupełnie zniszczona przez kopalnię odkrywkową węgla, po czym okazało się, że pod domami... nie ma węgla! (pocztówka z lat 30. XX w., arch. autora)

Pod koniec minionego stulecia zapotrzebowanie na energię elektryczną gwałtownie spadło. Energożerny przemysł: włókienniczy, samochodowy, chemiczny i wielu innych branż, w socjalistycznych państwach utrzymywany bez względu na rachunek ekonomiczny, nie wytrzymał transformacyjnej racjonalizacji i zalewu konkurencyjnego importu z Azji. Wnet, po niemieckiej stronie Obojga Łużyc, nadeszły kolejne zmiany cywilizacyjne. Dynamicznie pęczniejąca świadomość ekologiczna zmiotła większość produkujących "brudną energię" siłowni. Jedyną wielką elektrownię na polskich Łużycach — Turów w Bogatyni — ogromnym kosztem 1 mld dolarów zmodernizowano w latach 90., aby służyła do wyczerpania bogatyńskiego złoża, planowanego na lata 30. XXI wieku. Tym samym kilkusetletni przemysłowy charakter podzielonego granicą państwową kraju, począł się zmieniać. Po niemieckiej stronie wyludniony po zjednoczeniu Niemiec; po polskiej stronie pozbawiony kilkunastu wielkich fabryk włókienniczych i przetwórczych, także stopniowo ulegał degradacji. Południe polskich Górnych Łużyc — powiat zgorzelecki — z początkiem XXI stulecia stał się niemal monokulturą przemysłową opartą na coraz mniej tolerowanym przez nowoczesną Europę węglu brunatnym. Okrzyknięty jako nieprzyszłościowy, mimo że miał utrzymać zatrudnienie dla co najmniej jeszcze jednego pokolenia, stał się demotywujący do pozostawania w mikroregionie. Zapaść cywilizacyjna, mimo relatywnie wysokich zarobków w turoszowskim kombinacie, przyspieszyła ucieczkę młodych ludzi z gmin bogatyńskiej i zgorzeleckiej, a pośrednio także z sąsiednich. Wzrost przestępczości i rozkwit przemytu, a wnet także przemysłu narkotykowego, dopełnił złą sytuację na południowo-zachodnim pograniczu Polski.

Toteż regionaliści i wrażliwi społecznie liderzy lokalni, a czasem akademicy, zaczęli już 20 lat temu dostrzegać ten narastający problem. Po doświadczeniach z Zagłębiem Wałbrzyskim i Górnośląskim Okręgiem Przemysłowym, polskim decydentom wydawało się, że łatwo można się z nim uporać. Nie zauważyli, że dawno nastąpił, tyle że zakamuflowany, wciąż się pogłębia. Dominuje naiwne myślenie, że wystarczy zasypać dziurę pieniędzmi, o które martwić się będą następcy za 30 lat. Tymczasem nieprzygotowanych rzeczywistość zawsze zaskakuje. Polskich polityków zaskoczyły zmiany klimatyczne, a w ich skutek zmiana paradygmatu pozyskiwania energii w Unii Europejskiej.
Także środowiska społeczno-naukowe dostrzegające konieczność odchodzenia od węgla, zwłaszcza brunatnego, są coraz głośniejsze i domagają się wreszcie rozpoczęcia transformacji gospodarczej.

W takich mikroregionach jak bogatyńsko-zgorzelecki osoby podzielające poglądy prośrodowiskowe nie mają lekko. Dominująca ludność zatrudniona w kombinacie energetycznym jest żywotnie zainteresowana jak najdłuższym jego funkcjonowaniem. Każdy postulat, nawet odnoszący się do przyszłości, by wygaszać brunatnowęglową energetykę, traktuje się tutaj jako zamach. Działacze organizacji pozarządowych, zwłaszcza lokalnych, wprowadzający dyskurs o transformacji energetycznej stają się automatycznie wrogami miejscowej społeczności. W dobie mediów społecznościowych jest to bardzo łatwo wychwytywane i nie trzeba pogłębionych badań socjologicznych by dostrzec zjawisko.

Tym bardziej cenne są odważne inicjatywy, które tworzą platformę do dyskusji. Konferencja zorganizowana przez wrocławską EKO-UNIĘ i partnerów, była kolejną (po zeszłorocznej konferencji w Leśnej i szklarskoporębskiej sprzed półtora roku) okazją do przedyskutowania jakie problemy, a zarazem szanse i wyzwania stoją przez całym polsko-czesko-niemieckim pograniczem w drugiej kwarcie stulecia.

Dawna Bogatynia Dolna widoczna na powyższym zdjęciu w latach 20. XXI stulecia

Goście zaprezentowali możliwie szeroki wachlarz tematyczny.
Marek Sztark, przewodniczący Społecznej Rady Kultury Dolnego Śląska przedstawił kilkanaście osób, poświęcających się ratowaniu zabytków—ofiar kilkudziesięcioletniej polskiej dewastacji. Ludzie, którzy ratują pałace i dwory niczym zwierzaki przygarnięte ze schroniska, nie tylko zasługują na podziw, ale są inspiracją.
Gordian Meyer-Plath, przedstawiciel Ministerstwa Nauki, Kultury i Turystyki Wolnego Kraju Saksonia zaprezentował przykłady udanych przekształceń pogórniczych obiektów i terenów przemysłowych na cele kulturalno-rekreacyjne w saksońskich zagłębiach: łużyckim i lipskim. To właśnie w Niemczech wydobycie węgla brunatnego rozpoczęło się na przemysłową skalę. Nic więc dziwnego, że w tym państwie (a zwłaszcza w Saksonii, gdzie bodaj najwięcej było kopalń odkrywkowych) najwcześniej zaczęto je zamykać, rekultywować i przekształcać do innych, na ogół rekreacyjno-wypoczynkowych funkcji. Choćby rewelacyjne Findlingspark Nochten k. Boxberg (Hamora), bądź podzgorzeleckie Berzdorfersee są wzorcami do naśladowania.
Przedstawicielki nauki z Politechniki Śląskiej, prof. dr hab. inż. Magdalena Żmudzińska-Nowak oraz dr inż. Elżbieta Rdzawska, opowiedziały o projekcie badawczo-koncepcyjnym przeprowadzonym w zdegradowanej przez pobliską Kopalnię Turów wsi — Wigancicach Żytawskich. Z znacznej mierze zabudowane domostwami przysłupowo-szachulcowymi i murowano-szachulcowymi, zostały niemal doszczętnie zniszczone na przełomie lat 80. i 90. Częściowo zasypane nadkładem kopalnianym, a częściowo wysiedlone z uwagi na urągające przyzwoitości warunki bytowe, Wigancice zostały definitywnie opuszczone 30 lat temu. Silna społeczność dawniej dużej wsi, niezbyt rozproszona po okolicy, podtrzymuje sentyment do swej ojcowizny i od kilku lat pod wodzą Elżbiety Lech-Gothardt z DOMU KOŁODZIEJA, rozpoczęła starania o restytucję miejscowości. Kierowani przez naukowczynie studenci od 2018 r. poznawali teren, a później na uczelni opracowali niezwykle ciekawe, nowoczesne i funkcjonalne propozycje odbudowy wsi z poszanowaniem tradycji, a zarazem z uwzględnieniem XXI-wiecznych potrzeb mieszkańców. Gdyby doszło do odbudowy Wigancic Żytawskich — są już na stole warte wykorzystania gotowe koncepcje.

W drugiej części spotkania do dyskusji zaproszono dr Kamilę Kamińską i dr hab. Krystynę Dziubacką z Uniwersytetu Wrocławskiego, Elżbietę Lech-Gotthardt ze Stowarzyszenie DOM KOŁODZIEJA, Gordiana Meyer-Plath z Ministerstwa Nauki, Kultury i Turystyki Wolnego Kraju Saksonia oraz dra Macieja Zatheya z Instytutu Rozwoju Terytorialnego we Wrocławiu. Paneliści wskazywali przede wszystkim na szanse i zagrożenia w transformacji polskiej części Zagłębia Łużyckiego. Podkreślali konieczność dialogu (K. Kamińska), mówili o ujemnym bilansie demograficznym i mikrej tożsamości lokalnej (M. Zathey), negatywnym stosunku do dziedzictwa kulturowego (K. Dziubacka), a także bardzo złym stanie zabytków w gminie bogatyńskiej, których jest ponad 1400 (E. Lech-Gotthardt).
Jak zdarta płyta powtarzają się głosy o nieutożsamianiu się ludności z miejscem życia, o braku szacunku do poniemieckiej architektury, o niskim poziomie wiedzy na temat małej ojczyzny. Wnioski są generalnie zasmucające.
Tym bardziej, że jak zauważył prowadzący konferencję Radosław Gawlik (prezes zarządu EKO-UNII) to politycy lokalni powinni brać odpowiedzialność za swój (sub)region, a nie chować głowy w piasek.

Organizatorem ciekawej i potrzebnej konferencji było Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA, we współpracy ze Stowarzyszeniem DOM KOŁODZIEJA, Fundacją KUŹNIA, Stowarzyszeniem NA TRÓJSTYKU. Patronami konferencji byli Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego, Instytut Rozwoju Terytorialnego oraz magazyn "Góry Izerskie".

Ochrona dziedzictwa kulturowego Łużyc w procesie transformacji TrójZiemia - kolejna konferencja w Zagrodzie Kołodzieja poświęcona Górnym Łużycom

Kolejna pn. Ochrona dziedzictwa kulturowego Łużyc w procesie transformacji TrójZiemia w tym samym miejscu i także on-line, już już 27 kwietnia, lecz wciąż można się zarejestrować. Udział jest bezpłatny.
Gośćmi konferencji będą: Elżbieta Lech-Gothardt, Maciej Zathey, Christian Hänel, Wojciech Kapałczyński, Wieland Menzel, Jiří Křížek.
Szczegóły w serwisie organizatora Eko-Unii.

Arkadiusz Lipin

Publikacja ukazała się pierwotnie w języku niemieckim w magazynie Silesia-News.

Tagi: · Górne Łużyce · Zgorzelec · ochrona krajobrazu

Linki: · Cena transformacji

© Góry Izerskie 2006-2022

http://www.goryizerskie.pl

kontakt redakcja facebook prywatność spis treści archiwum partnerzy też warto

 

 

 

Polecane: regały magazynowe montaż haków holowniczych plomby gwarancyjne sprzątanie Wrocław