ciasteczkaWażne: Pozostawiamy ciasteczka. Przeglądając nasz serwis AKCEPTUJESZ naszą politykę prywatnościOK, schowaj.

 

Magazyn Kulturalno-Krajoznawczy GÓRY IZERSKIE

GÓRY IZERSKIE na wyciągnięcie ręki
 

• start  » Było  » Nocne wycieczki ze Sztaudyngerem

Napisany: 2012-07-02

Nocne wycieczki ze Sztaudyngerem

W oddali słyszymy jakby śmiech. Może to duch Sztaudyngera tak się śmieje. Ciekawe tylko czy śmieje się do nas czy z nas?

(fot. Krzysztof Tęcza)

Gdy 15 czerwca 2012 roku otrzymałem wiadomość, że o godzinie 20 spod domu Jana Sztaudyngera wyruszają śmiałkowie, by pokonać Dużą Sztaudyngerowską Trasę Turystyczną ani chwili nie zastanawiałem się czy do nich dołączyć. Miałem co prawda tylko kilka godzin na przygotowanie ale natychmiast spakowałem do plecaka potrzebne rzeczy i o umówionej porze stawiłem się na miejscu zbiórki. Okazało się, iż jest nas razem szesnaścioro. Zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie i ruszyliśmy w drogę. Organizatorzy, przedstawiciele Stowarzyszenia "Puch Ostu", postanowili ruszyć pod prąd. Później okazało się to bardzo dobrym posunięciem. Mieliśmy bardziej łagodne podejścia, a na prawie 30-kilometrowej trasie to niezmiernie ważne.

(fot. Krzysztof Tęcza)

Pogoda wyraźnie nam sprzyjała. Było ciepło i nie padało. Pierwszy odcinek pokonaliśmy spokojnie. Szybko dotarliśmy do wodospadu na Szklarce. Przemknęliśmy przez szosę Jelenia Góra - Szklarska Poręba i dotarliśmy na Złoty Widok. Ogrzaliśmy się nieco przy płonącym ognisku. Spróbowaliśmy wykonać fotki przy zachodzącym słońcu i przemykając koło Chybotka zwanego Głową Cukru dotarliśmy do starych sztolni. Nie było już wyjścia. Zrobiło się zbyt ciemno aby bezpiecznie podążać dalej leśnymi ścieżkami, na których leżą kamienie i wystają korzenie. Trzeba było sięgnąć po latarki.

Gdy odsapnęliśmy na Wielkim Zakręcie, zwanym Zakrętem Śmierci, czekało nas nie lada wyzwanie. Dalsza droga prowadziła coraz bardziej pod górę. Nic dziwnego. Przecież mieliśmy dotrzeć na Wysoki Kamień położony 1058 m n.p.m. Nic jednak nie mogło stanąć nam na drodze. Sił nam jeszcze nie brakowało. Dotarliśmy do schroniska. O tej porze było już zamknięte. Szalał tam taki wiatr, że porywał statywy z aparatami. Zrobiło się chłodno. Nie było sensu siedzieć zbyt długo. Ubraliśmy się nieco grubiej i poszliśmy w dół do Białej Doliny i Huty. Ruszając z Wysokiego Kamienia pożegnaliśmy piątek. Rozpoczął się nowy dzień. Szliśmy już w sobotę, w stronę Wodospadu Kamieńczyka.

(fot. Krzysztof Tęcza)

Nadjechał jedyny samochód jaki o tej porze się zaplątał - patrol policyjny. Widząc taką grupę maniaków błąkających się po nocy zwolnił, by nam się przyjrzeć. Po krótkiej wymianie zdań policjanci odjechali, a my weszliśmy na powrót do lasu. Przed nami kolejne strome podejście. Tym razem do Wodospadu Kamieńczyka. Część osób odłączyła się nieco wcześniej i pewnie w tej chwili odpoczywali już w domu. Może nawet już poszli spać. My się uparliśmy. Idziemy coraz wolniej kamienistą ścieżką. Czujemy już zmęczenie. Ale to nic. Trzeba dotrwać do końca. Gdy podążaliśmy leśną drogą koło kolei linowej i leśniczówki było z górki. Ciekawa sprawa. Przy leśniczówce żadnego ruchu. Wygląda na to, że nawet psy poszły spać. Tresowane jakieś czy co?

W pewnym momencie spostrzegliśmy, że robi się jakoś widniej. Następuje świt. A przed nami jeszcze kawałek drogi, tym razem ostro w dół. Wnet wychodzimy koło Walońskiej Chaty i przy domu Jana Sztaudyngera zamykamy pętlę. Dochodzi godzina 3 rano. Nieźle. Docieramy do pozostawionych aut i wracamy do łóżek. W oddali słyszymy jakby śmiech. Może to duch Sztaudyngera tak się śmieje. Ciekawe tylko czy śmieje się do nas czy z nas?

Krzysztof Tęcza

Tagi: · wędrówki

Linki: · Wejście na Jizerę · Z wizytą u sąsiadów · Wycieczka Rajdu na Raty

© Góry Izerskie 2006-2023

http://www.goryizerskie.pl

kontakt redakcja facebook prywatność spis treści archiwum partnerzy też warto

 

 

 

Polecane: wyposażenie magazynów montaż haków holowniczych safari Kenia sprzątanie Wrocław