ciasteczkaWażne: Pozostawiamy ciasteczka. Przeglądając nasz serwis AKCEPTUJESZ naszą politykę prywatnościOK, schowaj.

 

Magazyn Kulturalno-Krajoznawczy GÓRY IZERSKIE

GÓRY IZERSKIE na wyciągnięcie ręki
 

• start  » Góry Literackie  » Świąteczny okruch

Napisany: 2022-04-26

Świąteczny okruch

"Babka za sucha mi wyszła", szepcze do siebie i patrzy na puste krzesło obok

(źródło: Pixabay)

Ostatnie okruszki świątecznego ciasta pani Jadwiga zgarnęła ze stołu kruchą i pomarszczoną jak rodzynka dłonią. Zacisnęła je w piąstkę, po czym otworzyła okno i sypnęła do starego jak ona talerzyka. Już po chwili znajomy gołąb i walczące z nim dzielnie dwie zięby pojawiły się na ucztę. Zięby pani Jadwiga poznała po niebiesko-rdzawych łebkach i brzuszkach. Wiedziała, że to samce. Samice są bardziej szare, jak jej życie teraz i tutaj. Samice jeszcze nie wróciły z ciepłych krajów, co oznaczało, że wiosna się spóźnia.

Gołąb sprawił, że krtań Jadwigi zacisnęła się, tamując szloch. Ptak mógł należeć do hodowcy, który czasem zaczepiał ją na ulicy albo na zakupach. W przychodni też zagadał, zapytał co słychać i „jak zdrówko?”. Kiedyś zrobił jej zdjęcie i powiedział, że wklei je do Facebooka. Zapytał o zgodę. „A dajże pan spokój, ja się nie znam na tych internetach”, zaśmiała się wtedy i życie na chwilę stało się lżejsze. Chwalił jej dobry wygląd i opowiadał, że jego zdjęcia z Domu Zdrojowego już dawno są w tych internetach. Na każdej imprezie pstryka, wrzuca i opisuje. I że ludziom się to podoba. Nie rozumiała do końca, o co chodzi. Jak gdzieś i po co wrzuca się zdjęcia tak, że później wszyscy je widzą? Ale rozumiała ból, gdy dowiedziała się, że pana od gołębi już nie ma. Że to chyba serce. I wiedziała już, że nikt nigdy więcej nie zapyta o jej zdrowie.

Kiedyś rozpoznawała więcej ptaków. Po kolorach łebków, po piórach na skrzydłach, nawet po śpiewie. Dzisiaj, jak mówi sama do siebie i w sklepie przy kasie, „wzrok już nie ten, a słuch jeszcze gorszy”.
„Babka za sucha mi wyszła”, powiedziała do ptaków, po czym włączyła telewizor i zapadła się w fotel.
„Po co sprzedali mi ten telefon? I tak nie zadzwoni. I tak nie przyjedzie.” Byli mili, w garniturach. Zapukali, a ona im otworzyła. Ufna jak poranek, który łapie pierwsze promienie słońca. Tak ją zaślepili, jak to słońce właśnie. I wszystkim się zajęli, a ten dziwny bez kabla telefon tylko leży cichy jak kamień. I jeszcze co miesiąc musi za niego zapłacić trzydzieści pięć złotych. Gdy zapadła się w sen, smutek, pojawił się stary, dawno zapomniany świat.

Oto znowu wspina się na świeradowską łąkę do swojej jedynej krowy. W jednej ręce trzyma puste wiaderko, a w drugiej dłoń ośmioletniego wnuka. Maluch z całych sił próbuje za nią nadążyć — mimo, że już kaszle ze zmęczenia. Bardzo chce się nauczyć doić krowę, więc ona go uczy. „Tym paluszkiem i kciukiem, i tu ściśnij. O tak! Tak jest dobrze. A teraz resztą paluszków ściskaj w dół, każdym po kolei. Ściskaj. Nie ciągnij! I uważaj, żeby krowa nie kopnęła wiaderka.” Patrzy na tego jasnowłosego malca i chichocze pod nosem, widząc ruchy jego nieporadnych, krótkich palców. Potem sama zabiera się do pracy, a smyk biega dookoła i poluje na świerszcze. Wiaderko wypełnia się, biorą po solidnym łyku ciepłego mleka, po czym wracają. W domu nalewa im po talerzu rosołu. Zjadają, a wnuk prosi o dokładkę.
Wieczorem, gdy szykuje mu kolację, naleśniki z dżemem, bo takie lubi najbardziej, obserwuje go przez okno. Ze strachem zauważa jak dziecko puchnie nagle i rośnie jak w szaleństwie. W ciągu minuty przeistacza się w młodzieńca. Mężczyzna patrzy na nią zdezorientowany. Rozkłada ręce, patrzy na dorosłe dłonie, które jeszcze przed chwilą ledwie trzymały łyżkę i zastyga w bezruchu. Kobieta widzi malujące się w jego przestraszonych oczach pytania. „Dlaczego tak szybko? Dlaczego to już? Nie zdążyłem z chłopakami zagrać najważniejszego meczu.” Zmienia się nadal. Mężnieje. Rośnie mu broda i poważnieje twarz. Jest już starszy i nosi garnitur, a ona czuje, że jest z niego dumna. Dobrze go wychowała, lepiej niż córkę, która zostawiła ich samych, gdy ten miał zaledwie kilka lat.
Jadwiga nie zna odpowiedzi na pytania, które nadal płyną z jego ust, tworząc cieniutką mgiełkę. Bardziej boi się niż cieszy, ale nie chce tego pokazać. Uchyla okno, by wpuścić trochę powietrza, by usłyszeć oddech wnuka. I jego szept, bo widzi, że ten powoli otwiera usta. „Babciu, do zobaczenia... Nad jego głową wielki, czarny ptak zamienia się w samolot. Połyka mężczyznę i zabiera go do dalekiego kraju, który ona zna tylko z nazwy. Anglia. Stamtąd wysyła SMS-y, których ona nie potrafi odczytać. Robią to znajomi sprzedawcy w sklepach, na poczcie lub sprytniejsi od niej sąsiedzi. Zawsze im dziękuje i ze łzami w oczach wraca do domu. Czasem prosi by coś odpisali. Łamiącym głosem dyktuje im kruche zdania. „Jak ci tam wnusiu? Czy dobrze jadasz? I czy mają tam rosół?”. Czuje się lżejsza po tym wszystkim. I młodsza — choćby na kilka minut. „A jednak pamięta. A jednak pamięta...”

Głośny trzask okna pchniętego wiatrem budzi ją ze snu. Podskakuje przestraszona. Wstaje, uśmiecha się do siebie na myśl o pękniętym właśnie śnie i zamyka okno. Patrzy na wielkanocny jednoosobowy stół w ciasnej kuchni, z piecem pamiętającym pierwszych niemieckich właścicieli. Wzdycha cicho i siada na skrzypiącym krześle. „Babka za sucha mi wyszła”, szepcze do siebie i patrzy na puste krzesło obok.

Mariusz Gładzik

Linki: · Obczaj ten obyczaj · Świat nieuporządkowany · My wołamy

© Góry Izerskie 2006-2023

http://www.goryizerskie.pl

kontakt redakcja facebook prywatność spis treści archiwum partnerzy też warto

 

 

 

Polecane: plomby gwarancyjne regały magazynowe montaż haków holowniczych sprzątanie Wrocław