ciasteczkaWażne: Pozostawiamy ciasteczka. Przeglądając nasz serwis AKCEPTUJESZ naszą politykę prywatnościOK, schowaj.

 

Magazyn Turystyczno-Krajoznawczy GÓRY IZERSKIE

GÓRY IZERSKIE na wyciągnięcie ręki

Atrakcje Wieże widokowe    Wędrówki Rower Narty Na wózku Bezpiecznie Bliżej gór Las Historia Legendy


 

• start  » Relacje  » Wypad na Frýdlantský výběžek

 
 

Napisany: 2012-09-13

Wypad na Frýdlantský výběžek

Data: 1 września 2012 r. Organizator: Oddział PTTK "Sudety Zachodnie" w Jeleniej Górze. Plan: wycieczka autokarowo-piesza do Czech. Cele: zamek we Frỳdlancie, sanktuarium maryjne w Hejnicach oraz wejście na Ořešnik. Efekt?

Warowne niedźwiedzie

Zamek Frỳdlant - główny cel wycieczki (fot. Arkadiusz Lipin)

Chętnych było tak dużo, że już na długo przed wycieczką zabrakło miejsc. Zatem nawet ciężkie chmury nie mogły nas odwieść od ruszenia w trasę.

Po dotarciu do Frỳdlantu odebraliśmy w kasie zamówione na godz. 10 bilety. Już przy wejściu zamek wydał nam się dużym obiektem. Jednak dopiero po zwiedzeniu poznaliśmy jego ogrom. Główną atrakcją warowni są zgromadzone w nim oryginalne eksponaty - nigdy bowiem nie została opuszczona ani zburzona. Do końca II wojny światowej zamek był własnością prywatną, a potem przejęło go państwo czechosłowackie. W 1947 roku ponownie (po wojennej przewie) otwarto w zamku muzeum, funkcjonujące tu już od 1801 roku. To najstarsze tego typu muzeum w Środkowej Europie!
Aby je zwiedzić należy zapłacić aż 210 koron. Bilety ulgowe przysługują tylko młodzieży i studentom. Czesi niestety nie stosują zniżek dla emerytów. Dowiedzieliśmy się, iż w dniu naszego zwiedzania, w godzinach wieczornych, odbywać się będzie coś w rodzaju Nocy Muzeów. Z tą tylko różnicą, że w Polsce wstęp jest bezpłatny. Za to nocni turyści zostaną poczęstowani ciastami.

Otrzymawszy porcję informacji ruszyliśmy na zamek! Oprowadzał nas pan Marcin, który świetnie mówi po polsku. Na początku poznaliśmy historię budowy obiektu, dowiedzieliśmy się również o poszczególnych fazach rozbudowy i kolejnych jego właścicielach. Gołym okiem widać, że zamek musiał powstawać stopniowo. Kolejne jego skrzydła są w różnych stylach architektonicznych. Największe wrażenie wywarła na nas dekoracja sgraffitowa. Niezwykła, choć zważywszy na kolory: biały i czarny - nieco ponura. Podchodząc Drogą Rycerską do najstarszej części dawnej warowni widać bazaltowe skały. Poukładane przez naturę jedna na drugiej, zwane są "diabelskimi organami". Weszliśmy na mniejszy dziedziniec. Z otaczających go murów wyrasta pierwsza z trzech wież - Indica. Wznosi się na 49 metrów, a 10 metrową średnicę tworzą mury o grubości dochodzącej do 4 metrów. Umieszczono w niej dwie cele więzienne. Czy komuś udało się z niej uciec? Solidne drzwi oraz potężna trójkątna kłódka, kilka zamków... to chyba niemożliwe.

Środkowa część Zamku Frỳdlant (fot. K. Tęcza)

Wewnątrz, w jednej z komnat znajduje się makieta zamku i portrety właścicieli. U zarania, w latach 1255-1278, był nimi ród Berka-Dub. Kiedy popadli w niełaskę króla Przemysła Ottokara II, zamek skonfiskował i sprzedał Bibersteinom. Ten możny czeski ród, władał Frỳdlantskiem do 1551 roku. Na lata 1558-1620 obiekt przypadł rodzinie Redern. Kiedy zginął jego przedstawiciel o imieniu Melchior, władzę objęła małżonka Katarzyna. Zyski jakie przyniosła jej polityka pozwoliły na rozbudowę zamku. To właśnie jej postać krąży do dziś po zamku jako Czarna Dama. Choć rozwinęła przemysł (m.in. uruchomiła liczne browary w okolicy), to ze względu na bezwzględne rządy została przez rówieśnych znienawidzona, i po śmierci pochowano ją poza miastem, w miejscu utrzymanym w tajemnicy. Obawiano się bowiem, że może dojść do aktów zbezczeszczenia zwłok.

Syn Katarzyny, Krzysztof po klęsce w słynnej bitwie pod Białą Górą, pozostawił czeski majątek i uciekł za granicę, do swoich dóbr zawidowskich (na sąsiednich Górnych Łużycach, dziś w Polsce). Zamek zaś został skonfiskowany i przekazany na własność Albrechta von Wallensteina. Naczelny dowódca wojsk Habsburgów, rezydował na zamku tylko dwanaście lat. Acz pozostawił po sobie pamiątki świadczące o emocjonalnym stosunku do tego miejsca. Być może dlatego, ża urodził się tuż obok, w sąsiednich Heřmanicach. Choćby wielki obraz przedstawiający konia, którego Wallenstein pozyskał jako zdobycz wojenną. W 1632 roku w bitwie pod Lützen zginął król szwedzki Gustaw Adolf, poprzedni właściciel rumaka. Po śmierci koń został wypchany i zachował się do dnia dzisiejszego w całkiem niezłym stanie.
Wallenstein na stałe zatrudniał astrologa. Wróż niestety nie przepowiedział swemu księciu, by raczej nie sięgał po koronę czeską. Jeden z podkomendnych generałów okazał się lojalny... lecz wobec cesarza. Generał doniósł władcy o knowaniach Wallensteina. Książę został pozbawiony życia. Zamek jako nagroda trafił w ręce "uczynnego" generała Macieja Gallasa.

Pałacowa część frỳdlantskiej warowni (fot. K. Tęcza)

Właśnie kolejna zamkowa sala, zwana Rycerską, poświęcona jest temu rodowi. Jego przedstawicieli prezentują liczne portrety. Jednym z najznamienitszych był Johan Gallas, wicekról Neapolu. Po śmierci w 1719 roku został co prawda pochowany z dala od Frỳdlantu. lecz jego serce złożono na wieczny spoczynek w pobliskich Hejnicach. Kolejne malowidło przedstawia piękną żonę Johana, znaną z talii osy. Poddała się operacji usunięcia dwóch dolnych żeber, by dzięki zabiegowi uzyskać obwód w pasie rzędu 38 cm! Nie pozostało to bez wpływu na zdrowie damy. Zmarła przedwcześnie.

W roku 1759 frỳdlantska warownia przeszła na własność kolejnego rodu, którego przedstawiciele zobowiązali się zachować w rodowej nazwie człon poprzedników "Gallas". Tak powstał ród Clam-Gallas, w rękach którego zamek pozostał do czasów współczesnych, do 1945 roku, kiedy to zostali stąd wysiedleni, a dobra przejęło nowe państwo czechosłowackie.

Kolejna zamkowa komnata, ze zdobnym kolorowym sufitem, to kancelaria generała Edwarda. Zgromadzono w niej wiele ciekawych eksponatów. W sali obok zobaczyliśmy wiele ubrań noszonych w XIX wieku przez służbę i urzędników. Z okien zaś rozpościerał się piękny widok na Góry Izerskie, choć nasz wzrok przykuwała wielka koparka w rzece, rozbierająca zniszczony przez powódź w 2010 r. most.

Po obejrzeniu różnych środków lokomocji jakich używano przed wiekami, dotarliśmy do małej zamkowej jadalni. Wśród wielu sprzętów wyróżnia się bardzo ciekawy, ni to zlew, ni to cynowa misa. Z jajowatym pojemnikiem na wodę zakończonym kranikiem, urządzenie służyło do mycia rąk. Aby w czasie posiłku nie przeszkadzały żadne hałasy na ścianie zawieszono zegar wykonany w całości z drewna. Natomiast na podłodze rozłożono skórę niedźwiedzia. Jednego z dwóch, które żyły w suchej fosie okalającej zamek.

W zbrojowni, na suficie, umieszczono herby okolicznej szlachty. Na ścianach i stojakach: hakownice, bojowe cepy, halabardy, piki, a także działa i wiwatówki. Wszystkie te eksponaty to oryginały używane przez zamkową załogę. Wśród wycieczkowej grupy przebiegła plotka, że w kolejnej sali znajdują się końskie uprzęże i będzie trzeba się do nich przymierzyć. Niektórzy więc zwolnili kroku nie chcąc być pierwszymi. Choć przewodnik wyraził zgodę - nikt nie zgłosił się, by sprawdzić czy taka uprząż pasowała na człowieka. A były piękne - chomątowe posrebrzane, a piersiowe pozłacane. Był tu także strój pocztyliona: wielki kapelusz, ze schowkiem na listy, zawieszany na plecy niczym plecak. Wielkie buty musiały pomieścić słomę, służącą jako ciepłe skarpety.

Romantyczne zaułki starego zamku(fot. K. Tęcza)

W zamkowej kancelarii przechowywano wszelkie dokumenty związane z zamkiem, z jego finansami, w których notowano należności i spłaty. Na ścianie wisi obraz z 1660 roku będący mapą przedstawiającą frỳdlantskie dobra.
Po pokonaniu prawie stu stopni doszliśmy do kaplicy zamkowej. Panująca na zamku rodzina, by się pomodlić przychodziła specjalnym łącznikiem na pierwszym piętrze i zasiadała na balkonie. Zwykli śmiertelnicy mieli swoje miejsca poniżej. Ciekawostką tego miejsca są dwa ołtarze. To nie przejaw pychy, ale okaz szacunku dla wiary poprzednika. Otóż gdy budowano kaplicę św. Anny wystawiono jeden ołtarz. Natomiast gdy zmienili się właściciele zamku wystawiono drugi - katolicki, zachowując pierwszy - protestancki.

Wchodząc do części pałacowej, zbudowanej znacznie później niż pierwotny zamek, zeszliśmy schodami w dół i znaleźliśmy się... na poddaszu. Zamek wszak posadowiono na wzgórzu, i nowsza jego część stoi niżej niż starsza. Podwójne okna szkliły część gościnną i sypialną. Na tej kondygnacji znajduje się także pokój wypoczynkowy, buduar i sanitariaty. Wszystkie w jednej linii tak, by mieszkańcy mogli przemieszczać się swobodnie oddzielnym korytarzem, w którym widać drzwiczki do ustawionych w pokojach pieców. Nie wolno było przecież przeszkadzać państwu podkładaniem do ognia!
Najpiękniejszy w tej części zabytku jest salon kwiatowy. Nazwa nie wzięła się od stojących tutaj na specjalnych stołach (zwanych żardinierami) żywych kwiatów, lecz od całego wystroju pomieszczenia. Zarówno tapety, zasłony, a nawet ozdobne węże na suficie, mają motyw roślinny. W tym jakże kolorowym pokoju odbywały się zamkowe koncerty.

Na niższej kondygnacji umieszczono skrzydło kawalerskie. Wchodzi się weń przez pomieszczenie ozdobione na ścianach wielkimi miedziorytami. Najładniejszy przedstawia panoramę Rzymu w XVIII wieku. Obok przygotowano niewielki pokoik z mebelkami do różnych gier modnych w dawnych czasach. Zupełnie niewidoczne jest połączenie pokoiku bezpośrednio z sypialnią. Gdy dopadło znużenie grą - można było wymknąć się najkrótszą drogą do łóżka.
W następnym pomieszczeniu znajduje się barokowy stół. Jego kształt wzbudza szczególne zainteresowanie. Normalnie jest okrągły. Zarówno blat jak i część podnóżkowa. Kiedy zajdzie potrzeba - obie części stołu złożyć można tak, iż z okręgu powstaje kwadrat. Wiadomo przecież, że przy okrągłym stole się nie kantuje. Tak samo panny mogły spokojnie korzystać z tego mebla bez ryzyka pozostania "starymi".

Pamiątkowe zdjęcie na dziedzińcu Zamku Frỳdlant (fot. K. Tęcza)

Dotarliśmy na piętro męskie. Ukazały się wspaniale zdobione, kolorowe sufity. Jest tu wszystko czego trzeba, by przenocować i odpocząć. Nawet biblioteka. I to jest to! Na odpoczynek można się udać np. do komnaty zwanej "błękitną", wyposażonej w romansówkę. To mebel służący do pozycji półleżącej dwóch osób, naprzeciwko siebie, lecz oddzielonych oparciem.
Stąd przeszliśmy do Sali Herbowej, w której uhonorowano kolejnych właścicieli zamku: Berka-Dub (1255-1278), Biberstein (1278-1551), Redern (1558-1620), Wallenstein (1622-1634), Gallas (1634-1759) i Clam-Gallas (1759-1945). Dla wygody dobudowano tu wielką jadalnię oraz kredens gdzie podgrzewano posiłki. Znajdują się tam także spiżarnie, a nieco dalej kuchnia pałacowa. Trzy piece zapewniały ciepłe powietrze, a z jednego poprowadzono także rury dostarczające na górę ciepłą wodę.

Nasz spacer po zamku dobiegł końca. Przewodnik, pan Marcin zachęcał nas do zwiedzania wieczornego, a ja podliczyłem wszystkie schody jakie musieliśmy pokonać zwiedzając zamek. Doliczyłem się aż 252. A przecież nie są to wszystkie jakie znajdują się w zamku.

 
 
 
 

Tagi: · zamek · zabytek · wycieczki z przewodnikiem

Linki: · Ferdinandov · Krásná Máří (Piękna Maria) · Na Čihadle · www.zamek-frydlant.cz

 
ExpresMenu
 

Zobacz więcej

 
 

© Góry Izerskie 2006-2017

http://www.goryizerskie.pl

newsletter kontakt redakcja prywatność archiwum spis treści facebook partnerzy też warto

 

 

 

Polecane: plomby gwarancyjne montaż haków holowniczych regały magazynowe sprzątanie Wrocław