ciasteczkaWażne: Pozostawiamy ciasteczka. Przeglądając nasz serwis AKCEPTUJESZ naszą politykę prywatnościOK, schowaj.

 

Magazyn Turystyczno-Krajoznawczy GÓRY IZERSKIE

GÓRY IZERSKIE na wyciągnięcie ręki

Atrakcje Wieże widokowe    Wędrówki Rower Narty Na wózku Bezpiecznie Bliżej gór Las Historia Legendy


 

• start  » Relacje  » Wejście na Jizerę

 
 

Napisany: 2012-06-18

Wejście na Jizerę

Uczestnicy Rajdu na Raty wcześnie rano wyruszyli w czeskie Góry Izerskie

Cel wycieczki - szczyt Jizery (1122 m n.p.m.)

Głównym celem wycieczki 27 maja 2012 roku było wejście na Jizerę (1122 m n.p.m.), górę nieco niższą od Smrka (1124) czy Wysokiej Kopy (1126) ale za to dobrze widoczną już z daleka dzięki znajdującej się na niej grupie skalnej.
Mieliśmy do pokonania dobrze ponad dwadzieścia kilometrów przy kilkusetmetrowym przewyższeniu. Nie była to zatem trasa łatwa. Na szczęście pogoda dopisała. Miało to nam sprawić przyjemność. Przynajmniej tak nam się wydawało. W trakcie marszu nasze zadowolenie ze słonecznej pogody stopniowo malało. Strome wielokilometrowe podejście wycisnęło z nas siódme poty.

Wyruszyliśmy z miejscowości Josefův Důl i poszliśmy ścieżką dydaktyczną "Jedlovỳ Důl", wzdłuż potoku Jedlová. Ścieżka bardzo kamienista, pnie się stromo pod górę. Niektórzy zdjęli większość ze swego odzienia. Inni zmieniali przepocone koszulki. W sumie nie wiadomo po co. Przecież po chwili te świeże też będą mokre - przed nami było jeszcze niemal osiem kilometrów pod górę. Kiedy dotarliśmy do pięknego kilkunastometrowego wodospadu jego widok zrekompensował nam wysiłek. Kilkudziesięcioosobowa grupa zaczęła się rozciągać - w jednych wstąpiły siły, innym nawet wodospad nie pomógł. Gdy minęliśmy drewniane kładki ułatwiające poruszanie się po torfowisku i dotarliśmy do tzw. panelovki. Mijający nas rowerzyści budzili zazdrościć - "takim to dobrze!"

Kaskady potoku Jedlová (fot. Krzysztof Tęcza)

Wreszcie dotarliśmy do miejsca zwanego Pod Čihadlem. Mały odpoczynek posłużył zintegrowaniu grupy. Nazwę miejsce zawdzięcza "wyłapywaczom" wędrownych ptaków, które właśnie tu miały swój punkt odpoczynku podczas przelotów.
Po krótkim marszu dotarliśmy do ciekawego miejsca: Na Knejpĕ. Nieco nas zaskoczyło, iż mały bufet, który rzekomo czynny jest tylko okresie zimowym teraz również działa. Nie wypadało nie skorzystać z takiej okazji. Zrobiliśmy zatem dodatkowy nieplanowany odpoczynek połączony z degustacją czeskiego piwa i drobnymi przekąskami. Wkrótce zrobiło się tłoczno. Pojawiło się kilka grup rowerzystów, a wśród nich jeden wyjątkowy. Swój rower, który nazwał "Káravan", przerobił na coś w rodzaju rikszy. Nic dziwnego, że wszyscy mieli do niego wiele pytań no i oczywiście każdy chciał zrobić sobie z nim zdjęcie.

Przedziwny rower (fot. K. Tęcza)

Czas naglił. Ruszyliśmy w stronę widocznych skał na Jizerze. Pozostało nam już tylko 1,5 kilometra ale za to 141 metrów przewyższenia. Dalszy marsz powoli zamieniał się we wspinaczkę. Było coraz stromiej, ale także coraz bardziej kamieniście. Jednak gdy dotarliśmy pod szczytową grzędę skalną nic nas nie mogło powstrzymać, by wdrapać się na nią. Zwłaszcza, że dla ułatwienia zamontowano metalowe drabiny.
Widok z góry był wspaniały!. Niestety dodatkowy postój pozbawił nas rezerwy czasowej jaką mieliśmy do odjazdu pociągu. Trzeba było wracać. Po drodze spotkaliśmy ponownie grupkę kolarzy. Tym razem byli to Niemcy. Interesujący widok: dziewczyny targające rowery na plecach w drodze na szczyt.

Ruszyliśmy w dół, mijając betonowy bunkier (tzw. řopik) i stanęliśmy na króciutki odpoczynek w Horskiej Chacie Smĕdava, by uzupełnić płyny. Dalej było coraz bardziej w dół. W końcu mieliśmy dotrzeć do miejsca, z którego wyruszyliśmy.

Pamiątkowe zdjęcie na Smĕdavie (fot. K. Tęcza)

Ktoś bardziej przytomny spojrzał na zegarek. Okazało się, że na przejście 7,5 km dzielących nas od stacji mamy półtorej godziny. Nie było wyjścia. Trzeba było przyśpieszyć kroku. I to bardzo. Jeśli nie zdążylibyśmy na nasz pociąg następne połączenie mieliśmy dopiero następnego dnia. Świadomi tego szliśmy coraz szybciej i o dziwo okazało się, iż dotarliśmy na stację kilka minut przed odjazdem pociągu. Okupiliśmy to jednak wielkim wysiłkiem. Wyraźnie czuliśmy skąd wyrastają nam nogi. Jednak gdy pociąg ruszył wszystko minęło i byliśmy zadowoleni z tego co zobaczyliśmy na dzisiejszej wycieczce.

Krzysztof Tęcza

 

Panorama ze szczytu Jizery (fot. Krzysztof Tęcza)

 
 
 

Tagi: · wędrówki · relacja z wędrówki

Linki: · Z wizytą u sąsiadów · Jizera (góra) · Wokół Jizery

 
ExpresMenu
 

Zobacz więcej

 
 

© Góry Izerskie 2006-2017

http://www.goryizerskie.pl

newsletter kontakt redakcja prywatność archiwum spis treści facebook partnerzy też warto

 

 

 

Polecane: plomby gwarancyjne regały magazynowe montaż haków holowniczych sprzątanie Wrocław