ciasteczkaWażne: Pozostawiamy ciasteczka. Przeglądając nasz serwis AKCEPTUJESZ naszą politykę prywatnościOK, schowaj.

 

Magazyn Turystyczno-Krajoznawczy GÓRY IZERSKIE

GÓRY IZERSKIE na wyciągnięcie ręki

Atrakcje Wieże widokowe    Wędrówki Rower Narty Na wózku Bezpiecznie Bliżej gór Las Historia Legendy


 

• start  » Relacje  » 100 kilometrów na dobę

 
 

Napisany: 2011-07-24

100 kilometrów na dobę

Kapitan zamku Chojnik, Jędrek Ciosański, oddał wystrzał z pistoletu skałkowego. Wbrew zapowiedziom pogoda utrzymała się na przyzwoitym poziomie. Na starcie stanęło 36 osób

(fot. Gildia Przewodników Sudeckich)

Na Wielkie Wędrowanie z Gildią Przewodników Sudeckich wyruszyliśmy spod „Jelonka” w piątek (1 lipca 2011 r.) o 1800. Zwarta grupa. Taka była idea - wystartować i skończyć razem. Nie wszystkim się to udało, ale zwycięzcami są wszyscy, bo podjęli próbę niezależnie od pogody, warunków, odcisków, otarć, kontuzji i innych dolegliwości.

(fot. Gildia Przewodników Sudeckich)

Pierwszym wzniesieniem na trasie był Koziniec. Tam poznaliśmy historię lotniska jeleniogórskiego, dawniej nazywanego Karkonoskim. Wysłuchaliśmy też opowieści o średniowiecznej warowni strzegącej onegdaj granicy pomiędzy Księstwem Świdnicko-Jaworskim, a Czechami. Resztki murów zachowały się do dziś, a uważny znajdzie też nazwę wykutą w kamieniu.

(fot. Gildia Przewodników Sudeckich)

Idąc zielonym szlakiem, zawitaliśmy w Dolinie Pałaców i Ogrodów. Pierwszą rezydencją był Wojanów. Poznaliśmy jego historię, a nawet udało się wejść do środka. Po drodze odwiedziliśmy średniowieczny kościółek z odrestaurowanymi epitafiami dawnych właścicieli tych ziem. Oczekujący dobrego gospodarza pałac w Bobrowie był kolejnym na trasie. Odgrodzony potężnym murem, bronił dostępu na tyle skutecznie, że mogliśmy podziwiać go tylko z daleka.

(fot. Gildia Przewodników Sudeckich)

Majestatyczne Góry Sokole przywitały nas o zmroku. Świetliki, bo tak się nazwaliśmy, pojawiły się na Krzyżnej Górze dając znak światłami z czołówek, że szczyt już zdobyty. Po drodze jeszcze tylko schronisko Szwajcarka. Zeszliśmy do Karpnik na pierwszy postój.

Z Gór Sokolich sznur światełek podążał żółtym szlakiem do pierwszego punktu odpoczynku. Dzięki uprzejmości gospodarzy z agroturystyki Karioka w Karpnikach, skorzystaliśmy z kawy, herbaty i ciepłych posiłków. Serdeczne im za to dzięki! Po godzinnej przerwie ruszyliśmy dalej.

(fot. Gildia Przewodników Sudeckich)

W Bukowcu przekroczyliśmy dawną granicę epidemii, o której przypominał, kamienny krzyż choleryczny ustawiony przed wejściem do kościoła św. Marcina. Wędrując czerwonym szlakiem odwiedziliśmy tajemnicze opactwo, groby rodziny von Reden i zdobyliśmy Mrowiec. Mysłakowicki kościół i pałac królów pruskich przywitał nas około godziny 3 nad ranem.

Chwila przerwy i powędrowaliśmy w Stronę Staniszowa. Poczuliśmy pierwsze oznaki zmęczenia. W Staniszowie dowiedzieliśmy się o Dolnośląskim Nostradamusie - Hansie Rischmannie, który lewitując przepowiadał przyszłość na górze Witosza. Zaciekawił nas bardzo staniszowski likier sporządzany tu przed laty na podstawie przepisów laboranckich. Rozstaliśmy się z kilkoma uczestnikami. Po 40 kilometrach wędrówki obolałe stopy i kolana odmówiły posłuszeństwa.

(fot. Gildia Przewodników Sudeckich)

Na trasie wyrosło tymczasem kolejne wzniesienie – Grodna. Najwyższy szczyt Wzgórz Łomnickich i malownicza ruina myśliwskiego zameczku księcia Henryka von Reuss. Schodząc do Sosnówki podziwialiśmy przepiękny wschód słońca. W pobliskim sklepie zaopatrzyliśmy się w ciepłe bułki i zjedliśmy wspólnie sobotnie śniadanie. Przed nami Grabowiec. Poznaliśmy prawdopodobnie najstarsze miejsce kultu pogańskiego w Karkonoszach i historię wiedźmy nazywanej przez miejscowych Koprową. Przy kaplicy św. Anny krótki odpoczynek, zmiana obuwia, talk na zmęczone stopy i w drogę. Na 55 kilometrze w Borowicach załoga znów się wykruszyła o dwie osoby. Opuchnięta stopa i kolana nie pozwoliły iść dalej, choć siły na dalszą wędrówkę były.

(fot. Gildia Przewodników Sudeckich)

Przesieka to drugi punkt, w którym mogliśmy napić się gorącej herbaty i kawy. Pod swój dach przyjęła nas nasza koleżanka, przewodniczka Hania. I jej za to serdecznie dziękujemy! Choć głowa leciała ze zmęczenia grupa ruszyła dalej. Kilku uczestników postanowiło zakończyć wędrowanie. O godzinie 14:00 Wędrowcy dotarli do Szklarskiej Poręby. Licznik wybił 78 km.

Dalszą część wędrówki postanowiło kontynuować już tylko pięciu wędrowców. W rekordowym tempie 30 minut, cała piątka dotarła na Wysoki Kamień. Stamtąd grzbietem Gór Izerskich do Wieczornego Zamku. A dalej to już tylko z górki. O 1630 Wielka Piątka była na Rozdrożu Izerskim. GPS pokazywał już ponad 90 km. W Kopańcu, pod numerem 120 w Tabernie Pod Mnichem na zwycięzców czekali już pozostali uczestnicy Wielkiego Wędrowania.

(fot. Gildia Przewodników Sudeckich)

O godzinie 1900 pojawili się śmiałkowie, którzy pokonali równe 100 km! Trasę przeszli w 25 godzin. W Tabernie czekał gospodarz Piotr Syposz, ciepłe jedzenie i napitki. Za gościnę pragniemy Piotrowi bardzo serdecznie podziękować! Po jedzeniu otworzyliśmy szampana i rozdaliśmy Certyfikaty ukończenia WIELKIEGO WĘDROWANIA Z GILDIĄ PRZEWODNIKÓW SUDECKICH. Całą imprezę zakończyliśmy w Galerii Kozia Szyja w Kopańcu 145 z bębnami, lirą korbową i gitarą na żywo.

Druga edycja Wędrowania już za rok!

Wędrowanie ukończyli:

  • Mateusz Sroka - Jelenia Góra
  • Sebastian Sroka - Jelenia Góra
  • Janusz Galecki - Wrocław
  • Jakub Mroziewki - Wrocław
  • Krzysztof Grodzki - Przecznica, Gildia Przewodników Sudeckich

Gildianie

 
 
 
 

Tagi: · relacja z wędrówki · rajdy górskie · wędrówki

Linki: · PRZEJDŹ 100 km w 3 dni!!! · www.gildia-przewodnicy.pl/

 
ExpresMenu
 

Zobacz więcej

 
 

© Góry Izerskie 2006-2017

http://www.goryizerskie.pl

newsletter kontakt redakcja prywatność archiwum spis treści facebook partnerzy też warto

 

 

 

Polecane: montaż haków holowniczych plomby gwarancyjne regały magazynowe sprzątanie Wrocław