ciasteczkaWażne: Pozostawiamy ciasteczka. Przeglądając nasz serwis AKCEPTUJESZ naszą politykę prywatnościOK, schowaj.

 

Magazyn Turystyczno-Krajoznawczy GÓRY IZERSKIE

GÓRY IZERSKIE na wyciągnięcie ręki

Atrakcje Wieże widokowe    Wędrówki Rower Narty Na wózku Bezpiecznie Bliżej gór Las Historia Legendy


 

• start  » Relacje  » Wyprawa do lasu na wulkanie

 
 

Napisany: 2011-05-12

Wyprawa do lasu na wulkanie

Po raz szósty miłośnicy przyrody, z Saksonii i woj. dolnośląskiego, mieli okazję poznać piękno ukryte w lasach. Na wspólną, polsko-niemiecką wycieczkę wyruszyli w okolice Lubania – do krainy wygasłych wulkanów

(fot. Krzysztof Tęcza)

Wędrówka przyrodnicza, na którą wyruszyliśmy 28 kwietnia 2011 roku, odbyła się w ramach VI edycji Transgranicznych Spacerów Wiosennych. Doroczne polsko-niemieckie wycieczki przyrodnicze organizowane są przez Stowarzyszenie Południowo-Zachodnie Forum Samorządu Terytorialnego "Pogranicze" z Lubania, Regionalne Centrum Edukacji Ekologicznej – Oddział MiPBP z Lubania i Nadleśnictwo Świeradów, przy udziale partnera ze strony niemieckiej – Christlich-Soziales Bildungswerk Sachsen e. V. z Miltitz.

Chociaż wszyscy wiedzą, że tej części Pogórza Izerskiego wydobywa się skały bazaltowe, to mało kto kojarzy ten fakt z wulkanami. Bo czyż jakaś górka o wysokości 400 m n.p.m. może przypominać stożek wulkaniczny? Zwłaszcza, że dziś jest porośnięta drzewami. Okazuje się iż dawniej te wzgórza były trzykrotnie wyższe!

Wyruszając z Lubania przemknęliśmy w pobliżu dziury w ziemi będącej największą kopalnią bazaltów w Polsce. To tutaj w wyrobisku "Księginki" mogliśmy przekonać się jak wyglądają skały bazaltowe i zobaczyć jak się je pozyskuje. Tutejsze złoże zostało oszacowane na około 90 mln ton skał. Obecnie ta, jak i inne, kopalnia została zakupiona przez firmę specjalizującą się w budowie dróg.

Przy siedzibie Leśnictwa Przylesie dołączył do nas podleśniczy Krzysztof Magierecki. Od tej pory mogliśmy być pewni, że z lasu wrócimy do cywilizacji. Pan Krzysztof pokazywał wszystkim różne gatunki drzew, ucząc jak je rozpoznać – wcale to nie takie łatwe. Ponieważ w oglądanym przez nas lesie gleba jest bardzo żyzna, leśnicy mają mnóstwo pracy. Głównie za sprawą zielska zarastającego sadzonki. Niestety rośnie ono szybciej niż drzewa. Gdyby zatem nie kosić trawy to sadzonki drzew szybko zostałyby zagłuszone i cała praca poszłaby na marne.

W XIX wieku, po wycięciu naturalnego lasu, w Sudetach zaczęto sadzić świerki, które dość prędko rośnie. Poza tym świerkowe drewno było poszukiwanym surowcem dla przemysłu i budownictwa. Obecnie świerk w niektórych rejonach to 90 % nasadzeń. Niestety nie jest to stosunek korzystny. Gdy zdarzy się plaga szkodników – taki las bardzo trudno. Wiadomo, że na każdy gatunek drzew "ostrzą sobie zęby" inne szkodniki. Kiedy las jest różnorodny – zawsze jakieś drzewa przetrwają. Obecnie leśnicy przeprowadzają wielkie wycinki, tak by w pozyskane miejsca zasadzić las mieszany, kiedyś występujący tu naturalnie. Las mieszany jest o wiele bardziej wytrzymały i jeśli dawniej taki właśnie tutaj rósł to nie należy poprawiać natury. Wprowadzany do drzewostanu jest buk, który ze względu na początkowe wzmacnianie systemu korzennego, rośnie bardzo powoli. A za ogrodzeniem zobaczyliśmy piękne okazy jodły. Skoro rosną zdrowo to znaczy, że powietrze jest znacznie czystsze. Rosnąca na tych terenach dawniej jodła wyginęła prawie całkowicie w okresie szybkiego rozwoju przemysłu. Dzisiaj zakłady zatruwające środowisko upadły, a nowe ograniczają emisję zanieczyszczeń. Jednak jodłę w pierwszych latach leśnicy muszą chronić przed zwierzyną, która chętnie ją ogryza.

(fot. Krzysztof Tęcza)

Pogoda trafiła nam się wyjątkowo piękna, zatem nie śpieszyliśmy się specjalnie. Opuszczone wyrobiska kopalniane stają się naturalnymi zbiornikami wody. Ich dna są bowiem nieprzepuszczalne, co znaczy, że woda opadowa, która się tu dostanie już nie wypłynie. Chyba, że odparuje ogrzana promieniami słonecznymi. Wkrótce dotarliśmy do zalanego przez wodę przedwojennego wyrobiska, z którego jeszcze niedawno czerpano wodę dostarczaną do usytuowanych niedaleko zakładów karnych. Kiedyś mówiono, że są to jedne z najcięższych więzień w Polsce. Pani Agnieszka Wierzbicka, która opowiadała nam ciekawostki, wyjaśniła jak wyglądała praca w kamieniołomach. Zanim pojawiły się maszyny, skały były odkuwane przez ludzi stojących na drabinach. Ręcznie wykuwali specjalne otwory, tak by można było później oderwać duże bloki skalne, które wywożono przy pomocy specjalnych sań. Ponoć taka ręczna praca była tutaj na porządku dziennym jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku. Dziś w wyrobisku pływają olbrzymie amury.

Z kamieniołomów skierowaliśmy się w stronę góry o Liściasta. Po drodze mijaliśmy ciekawe skrzyneczki, które okazują się być pułapkami na korniki. Leśniczy zburzył nam wypracowaną przez lata teorię. Okazuje się, że choć obecnie, tak jak dawniej, w pułapkach umieszcza się feromony mające na celu zwabienie samców, to pułapki nie służą już do unicestwiania owadów. Po wielu latach okazało się, że ta metoda niewiele daje. Dzisiaj na podstawie ilości złapanych korników prognozuje się ich populację. Do prawdziwej walki używa się drzew... Zaatakowane przez szkodniki, zostają ścięte i pozostawione by korniki na nich żerowały. Gdy jest ich już dużo, drzewa się koruje i spala razem z owadami.
Dowiedzieliśmy się także, jak wygląda nowoczesne sadzenie drzew. Nie ma już potężnych pługów leśnych, tylko specjalnym urządzeniem leśnicy wykonują mały otworek, w który wsuwają przygotowaną sadzonkę. I po wszystkim. Żadnej zbędnej ingerencji w podłoże. Ani hałasu, ani smrodu.

(fot. Krzysztof Tęcza)

Przy starych słupkach granicznych, wyznaczających obręby "Platerówka" i "Lubań", a zarazem granice gmin, trafiliśmy na piękny las bukowy. Leśnicy martwią się o niego, bo są plany utworzenia tutaj nowej kopalni. Niestety udokumentowano tutaj złoże bazaltów o wielkości 19 mln ton, a to jest łakomy kąsek. Taka inwestycja na dłuższą metę, może przynieść wiele strat. W okolicy, w której nie ma wielkiego przemysłu, a rolnictwo zanika, wydaje się, że jedyną gałęzią gospodarki jest przynoszącą dochody jest turystyka. Jeżeli jednak walory krajoznawcze ulegną zniszczeniu, wielu pewnie stad wyjedzie. Miejscowa ludność walczy jednak, by zablokować te niecne plany.

Góra Liściasta, na którą dotarliśmy, według geologów była prawdziwym, ziejącym ogniem, wulkanem. Teraz to ładne zalesione wzgórze z polaną na szczycie oraz wieżą obserwacyjną. Dyżurujący leśnik wypatruje z niej pożary. Jeśli zauważy coś podejrzanego od razu wszczyna alarm. Podczas wspinania się 154 stopniami można złapać zadyszkę. Dobrze, że powietrze wokół świeże.
Muszę przyznać, że gdy na mapie czytałem "Lubański Wielki Las" nie sądziłem, że jest on aż tak wielki.

Dotarliśmy do drogi, gdzie czekał na nas autobus. Szybko przemieściliśmy się nim na przeciwległy koniec Lubania. Bowiem druga część naszego spaceru miała nam przybliżyć dolinę rzeki Łazek. Tą niewielką rzeczką płynie czysta woda, a w pobliżu znajduje się kolejne stare wyrobisko. Wydobywano w nim skały kwarcytowe.
Ponoć można napotkać na ślady potwierdzające iż bardzo dawno temu była tutaj płytka zatoka morska. Jednak aby odkryć jej ślady trzeba skorzystać z dobrej lupy. Idąc z nurtem rzeczki dotarliśmy do nikłych pozostałości po młynie wodnym. Zachował się przekaz o sprawie sądowej jaką właściciel młyna wytoczył Siostrom Magdalenkom. Twierdził, że zakonnice oszukały go i domagał się dodatkowej zapłaty za wykonaną usługę. Czy wygrał? Tego już się nie dowiedzieliśmy...

(fot. Krzysztof Tęcza)

Nieco poniżej młyna dostrzegliśmy wiadukt kolejowy o dwóch łukowych przęsłach. Pod jednym przepływa Łazek, a pod drugim przeprowadzono drogę. Gdyby pójść nią kawałek to doszlibyśmy do domu, przy którym rośnie piękna limba. Drzewo posadził leśniczy 90 lat temu. Oddaliliśmy się od rzeki by dojść do gospodarstwa Leśnictwa Lubań. Cicho tu i spokojnie. Urządzono tu miejsce do odpoczynku z paleniskiem i stołami pod wiatą. Mogliśmy zatem upiec kiełbaski i się posilić. W budynku obok znajduje się pracownia ceramiczna "Chata za Wsią", w której pod nadzorem pani Agnieszki Marcinkowskiej, można spróbować swoich sił w lepieniu z gliny i w malarstwie.

Na zakończenie spaceru zwiedziliśmy plantację nasienną jodły. Podziwialiśmy, właśnie kwitnące na czerwono, pigwowce i wiele innych ciekawych gatunków drzew. Nasi goście z Niemiec sprawdzali się w odgadywaniu ich nazw. Pomagała im pani Agnieszka Wadas, tłumacząc na niemiecki.
Autobus odwiózł nas do Zgorzelca. Tam pożegnaliśmy się z sąsiadami zza Nysy przy moście Staromiejskim. Nasza opiekunka z "Pogranicza", pani Magda Guła, zachęcała nas do kolejnej wspólnej wycieczki przyrodniczej, tym razem po Górach Izerskich...

Krzysztof Tęcza

 
 
 
 

Tagi: · wędrówki · uprawy leśne · kopalnia

Linki: · Leśne wędrowanie pograniczem · www.pogranicze-csb.home.pl

 
ExpresMenu
 

Zobacz więcej

 
 

© Góry Izerskie 2006-2017

http://www.goryizerskie.pl

newsletter kontakt redakcja prywatność archiwum spis treści facebook partnerzy też warto

 

 

 

Polecane: plomby gwarancyjne montaż haków holowniczych regały magazynowe sprzątanie Wrocław