ciasteczkaWażne: Pozostawiamy ciasteczka. Przeglądając nasz serwis AKCEPTUJESZ naszą politykę prywatnościOK, schowaj.

 

Magazyn Turystyczno-Krajoznawczy GÓRY IZERSKIE

GÓRY IZERSKIE na wyciągnięcie ręki

Atrakcje Wieże widokowe    Wędrówki Rower Narty Na wózku Bezpiecznie Bliżej gór Las Historia Legendy


 

• start  » Wędrówki  » O Izerkach słówek kilka

 
 

Napisany: 2017-11-01

O Izerkach słówek kilka

Z Novego Města, przez Kyselkę, Rapicką horę i Měděnec pod miasta Smrkiem

Stóg Izerski, centralnie Smrk, a przed nim niższe kulminacje: Svinský vrch, Rapická hora i Měděnec (fot. A. Lipin)

Góry Izerskie łączą, nie dzielą. I chwała Bogu! Można się o tym przekonać, idąc na wycieczkę na czeską stronę, do naszych południowych sąsiadów. Spotkamy tam całe zastępy polskich, czeskich i niemieckich turystów. Aktualnie nie ma granic. Nie stoi się w kolejce na przejściu granicznym, pogranicznicy nie sprawdzają, czy nie przewozi się cukru, likieru czy piwa, nie karzą zawracać, płacić, wypijać, wylewać albo wysypywać dóbr wszelakich do śmietnika. A przecież niejedna i niejeden z nas pamięta to szaleństwo. Jeśli ktoś do tego tęskni wystarczy, że wybierze się na przejście na granicy polsko-ukraińskiej, choćby w Medyce. Gwarantowane przeżycie z gatunku horror show. Instruktaż, albo nawet jeszcze instruktarz jest absolutnie zalecany, bo można stać nieraz i godziny jak osioł nie w tej kolejce co trzeba. A nawet jeśli stoi się w dobrej – to trzeba uważać, by nie dać się z tej kolejki wypchnąć. Można też zapłacić karę, stracić parę rzeczy itd. itp. Tego wszystkiego na własnej skórze doświadczyłem przy okazji wyjazdu w Gorgany i Świdowiec. Równie niebezpieczne może być nawet podejście do słupków granicznych na granicy polsko-ukraińskiej na przykład w Bieszczadach, bo polscy pogranicznicy zamiast łapać przestępców i przemytników, skupili się na wlepianiu mandatów głównie polskim turystom, którzy na granicy chcą sobie zrobić zdjęcie. I wcale nie trzeba nielegalnie przekroczyć granicy. Wystarczy za bardzo zbliżyć się do polskiego słupka granicznego (sic!).

Domy przysłupowe i oryginalne ceramiczne numerki w dawnym górniczym mieście pod Smrkiem (fot. P. Łupicki)

Dość jednak o Wschodzie. Wracajmy w Góry Izerskie po czeskiej stronie. Na szczęście stoją dla nas otworem. Koniecznie trzeba je poznać i zobaczyć na własne oczy. Najpierw można się naczytać do woli. Wszystkim zainteresowanym Górami Izerskimi polecam rewelacyjną książkę czeskiego autora Miloslava Nevrlego Kniha o Jizerských horách (Księga o Górach Izerskich). Książka opiera się głównie na badaniach i informacjach gromadzonych przez przedwojennych, niemieckich krajoznawców. Autor na tym jednak nie poprzestał, gromadził kolejne wieści. Skrupulatnie zbierane fakty połączył z własnymi wspomnieniami, opisami natury i filozoficznymi rozważaniami. Pod wspólnym tytułem ukazały się już w czterech wydaniach. Miloslav Nevrlý jest szanowany i podziwiany po czeskiej stronie Gór Izerskich za wiedzę i wkład w popularyzację subregionu.
Drugą pozycją godną polecenia jest książka Marka Řeháčka pod wszystko mówiącym tytułem: Góry Izerskie. Książka wydana została w kilku językach. Jest to taki swoisty niezbędnik górala izerskiego. Gorąco polecam!

Szlak z Nowego Miasta na Smrk (fot. P. Łupicki)

Góry są jedne. Gdy będziemy więcej wiedzieli o górach po czeskiej stronie, to równocześnie nasza wiedza o całych Górach Izerskich będzie większa. Izerki (tak pieszczotliwie Czesi nazywają Góry Izerskie) warto poznać. Od czego zacząć? Chociażby od tego, co widać od śląskiej strony. Nawet z drogi krajowej nr 30 relacji Zgorzelec–Lubań widać czeskie Góry Izerskie. Jadąc od północy, a od tej strony większość Polaków w nasze królestwo wjeżdża, zobaczyć można słynny Stóg Izerski z koleją gondolową i trasą narciarską. Oświetlona zimą lśni jak paciorek. Widać obok Smrk z wieżą widokową, a poza tym na prawo od tychże wierzchołków widać dwie słabo znane (a szkoda!) górki: Rapicką horę i Měděnec. Zachęcam do ich odwiedzenia. To niedaleko z polskich miejscowości izerskich. Wystarczy się wybrać do Novego Města pod Smrkem. Zbyt wiele atrakcji w nim nie ma, ale dla ciekawskiego zawsze coś się znajdzie. Jest kościół, pałac i mauzoleum dawnych właścicieli fabryki [wszystkie opisujemy w: Nové Město Pod Smrkem – przyp. red.]. Można także odszukać kilkanaście zabytkowych domów przysłupowych. Wiele innych wciąż może się pochwalić ponad stuletnimi ceramicznymi szyldami z numerami posesji. Wykonane zostały w miejscowej fabryce. Można także skorzystać z secesyjnych łaźni miejskich (w środku mały basen oraz jacuzzi) [zobacz: Centrum sportowo-rekreacyjne Nové Město – przyp. Red.] i skusić się na jakąś czeską potrawę w tutejszej restauracji.
Kiedy jestem w Czechach, to słowo zupa kojarzy mi się przede wszystkim z česnekovą polevką, czyli z zupą czosnkową. To po prostu kulinarna rewelacja! Na drugie danie polecam svíčkovą na smetaně.

Źródło wody mineralnej KYSELKA (fot. P. Łupicki)

By wyjść w góry możemy zostawić auto na rynku. Wybieramy na przykład szlak niebieski, w kierunku U spalene hospody i śmiało wędrujemy przez las do źródełka wody mineralnej Kyselka. Woda po prostu jest znakomita, bogata w wapń, żelazo i dwutlenek węgla. Jest nieco delikatniejsza od tej w Świeradowie-Zdroju. W sezonie letnim możemy się natknąć na sporą grupkę amatorów tej wody. Drepczą w miejscu i grzecznie czekają na swoją kolej. Gdy już wypijemy jej łyk, albo ile tylko wlezie (to balsam dla ciała i ducha – niejeden wypija ze dwa litry), z mozołem (przecież ważymy dwa kilogramy więcej) idziemy niebieskim szlakiem do rozstaju dróg z pięknym krzyżem zawieszonym na drzewie. To tzw. Streitův obrázek. Krzyż postawiono tam jako pokutę. Nie będę zdradzał zbyt wiele, sami się przekonajcie kto i dlaczego to zrobił. O wszystkim można poczytać na miejscu w czterech językach.
Polana jest piękna, stoi wiata, ławeczki, drogowskaz, a nawet tablica informacyjna. Wszystko w nienagannym stanie. Krzyż także został niedawno odnowiony.

STREITŮV OBRÁZEK - pokuta na drodze ku Smrkowi (fot. P. Łupicki)

Dalej możemy pójść szlakiem koloru zielonego – jest romantyczny i dziki, a oferuje widoki na Mirsk, zamek GRYF w Proszówce i Gryfów Śląski. Alternatywą jest szlak znakowany na czerwono, który prowadzi obok pozostałości licznych szybów kopalnianych. Do końca XVII wieku w masywie Smrka wydobywano rudę cyny. Przyniosły właścicielom fortunę i na bazie tej cynowej gorączki powstało pod Smrkiem Nowe Miasto. Wciąż zachowały się pozostałości kopalń, choćby w Rapickiej Górze. Przeważnie ograniczają się one do sterty kamieni, zagrodzonych lub zniszczonych kopalnianych wejść i wertepów, ale i tak warto się potrudzić. Sztolnie, zaznaczone na dobrych, szczegółowych, polskich i czeskich mapach, nosiły piękne i dumne nazwy: Baranek Boży, Niebieskie Wojsko, Erazm, Św.Św. Piotr i Paweł, Św. Franciszek. Szukanie pokopalnianych śladów może się przerodzić w ciekawą wycieczkę z przygodą.

Widok z Měděnca w kierunku Giebułtowa z widocznym Mirskiem i Gryfowem Śląskim (fot. P. Łupicki)

Ten odcinek szlaku to dawna smutečni cesta, a więc żałobna ścieżka. Zaś cały szlak czerwony to tzw. Novoměstský okruh – szlak okrężny. Wiedzie przez Nové Město pod Smrkem i jego najpiękniejsze okolice. Wytyczyli go członkowie Towarzystwa Miłośników Nowego Miasta. Miłośnicy robią dla swych miejsc niejednokrotnie więcej niż ci, którzy za popularyzację i rozwój regionu biorą pieniądze. Żałobna ścieżka jest sam w sobie nietypową atrakcją turystyczną. Jej powstanie jest intrygujące.
W XVII stuleciu drogą tą uciekali luteranie z dóbr frydlanckich, czyli z katolickiego, ogarniętego kontrreformacyjnym szałem Cesarstwa Rzymskiego. Zmusiła ich do tego hrabiowska rodzina Gallas – nowi właściciele zamku we Frýdlancie. Taka bowiem była wola habsburskiego dworu we Wiedniu. Przy okazji warto poznać historię, bo jest pouczająca, w jaki sposób rodzina Gallasów stała się posiadaczami księstwa frýndlanckiego. Zainteresowanych odsyłam do historycznych źródeł opisujących cóż takiego stało się za czasów Albrechta von Wallensteina, Joachima Friedricha von Blumenthala oraz osławionego Matthiasa Gallasa. Aczkolwiek wypada uczciwie przyznać, że potomkowie Matthiasa Gallasa uczynili dla subregionu wiele.
Wróćmy jednak na szlak... Jednym z pierwszych, którzy żałobną ścieżką z konieczności wędrowali na uchodźstwo, był dawny właściciel dóbr frýdlanckich, Krzysztof von Rädern. Piękne epitafia rodu znajdziemy w kościele farnym we Frýdlancie. Po klęsce protestantów pod Białą Górą w roku 1620 ukrył się w Bílim Potoku opodal nieodległych Hejnic. Wraz z mieszkańcami wioski uciekł przez granicę do Saksonii, a potem do Polski. Podówczas wzorowo tolerancyjnej, chętnie przyjmującej innowierców. Polska była dla Räderna domem aż do śmierci w roku 1640.

Zachęcam do odwiedzin czeskiej zamiedzy izerskiej. Szlaków tam dostatek, również rowerowych single tracków. Dobrze są oznakowane, w kluczowych miejscach nie brak drogowskazów i tabliczek z odległościami i czasami przejść. Wycieczkę można wydłużyć i wyjść na najwyższy okoliczny szczyt – Smrk (1122 m n.p.m.), na którym znajduje się nowoczesna wieża widokowa.

Paweł Łupicki
nauczyciel, tłumacz i przewodnik sudecki

 
 
 
 

Tagi: · Świeradów-Zdrój · wędrówki · szlaki turystyczne

Linki: · Smrk · Lázně Libverda (Bad Liebwerda) · Bogactwa izerskie: cyna i widoki

 
ExpresMenu
 

Zobacz więcej

 
 

© Góry Izerskie 2006-2017

http://www.goryizerskie.pl

newsletter kontakt redakcja prywatność archiwum spis treści facebook partnerzy też warto

 

 

 

Polecane: montaż haków holowniczych plomby gwarancyjne regały magazynowe sprzątanie Wrocław