ciasteczkaWażne: Pozostawiamy ciasteczka. Przeglądając nasz serwis AKCEPTUJESZ naszą politykę prywatnościOK, schowaj.

 

Magazyn Turystyczno-Krajoznawczy GÓRY IZERSKIE

GÓRY IZERSKIE na wyciągnięcie ręki

Atrakcje Wieże widokowe    Wędrówki Rower Narty Na wózku Bezpiecznie Bliżej gór Las Historia Legendy


 

• start  » Relacje  » Wiosenne Karkonosze?

 
 

Napisany: 2017-04-05

Wiosenne Karkonosze?

Zacisnąłem wokół karkonoskiej zimy pętlę

Karkonoska wiosna (fot. K. Tęcza)

Ponieważ nieustannie brakuje mi czasu na prywatne wycieczki – wciąż tylko praca i praca – postanowiłem wykorzystać wolną niedzielę i wyruszyć w góry.
Na dole zielono – na drzewach widać już pierwsze pąki i kwitną krokusy. U góry wciąż biało. Już od miesiąca mamy kalendarzową wiosnę, ale i ta przyrodnicza zawitała już chyba na dobre. Dlatego ruszając zaciekawiłem się jak będzie w górach? Postanowiłem więc pójść jak najwyżej. Nie, nie wybrałem Śnieżki. Raz, że niedawno na niej byłem, dwa – zawsze jest tam tłoczno.
Początkowo chciałem przyłączyć się do znajomych, którzy planowali podobny spacer. Po namyśle uznałem ten pomysł za nienajlepszy. Wcale nie chodziło znajomych, tylko o ich kondycję. Na wycieczce prą do przodu jak małe lokomotywy. Ja wolę chodzić nieco wolniej, tak by delektować się otaczającym pięknem.

Postanowienie to jedno – wykonanie to drugie. Poprzedniego dnia wybrałem się do schroniska Szwajcarka, gdzie koncert dał zespół SIUD&MY. Miło posłuchać od czasu do czasu takich piosenek. Niestety przyjemności zawsze niosą konsekwencje. Zasiedziałem się. Nie zostałem co prawda do białego rana, jak większość, ale wróciłem do domu późną nocą. A co tam! Rano przecież idę w góry. I jak to w życiu bywa, gdy się obudziłem okazało się, że złośliwie zmieniono czas. Na autobus już nie zdążyłem. Postanowiłem zatem nadrobić ukradzioną godzinę i wskoczyłem w auto. Pognałem do Jagniątkowa, pod leśniczówkę, gdzie jest miejsce na kilka samochodów. Niestety – kolejna niemiła niespodzianka. Karkonoski Park Narodowy utył i granica przybliżyła się do zabudowań. Już nie można zaparkować. Dawniej zakaz wjazdu był bliżej mostka – teraz stoi na granicy lasu. Zrezygnowałem więc z podejścia czarnym szlakiem i przejechałem nieco wyżej na pętlę autobusową. Znajduje się tu spory parking, więc można spokojnie pozostawić pojazd.

Ruszyłem szlakiem znakowanym na niebiesko, po Koralowej Ścieżce. Gdy tylko przekroczyłem drzwi do lasu, usłyszałem jak budzącą się przyrodę. Zewsząd ptasie trele. Zupełnie jak wokół domu. Słońce zaczęło przygrzewać, ale wciąż było mroźno. Na wszelki wypadek wciągnąłem na głowę czapkę... i w górę! Pierwszy krótki odpoczynek zrobiłem przy ustawionej w lesie ławie ze stołem.

Czarna Przełęcz (fot. K. Tęcza)

Na zbyt długi postój nie mogłem sobie pozwolić, bo czas – mimo że letni jeszcze nie jest gumowy. Minąłem Leśniak i przekroczyłem kolejną drogę. Promienie słoneczne przedzierające się przez gałęzie drzew zakuły w oczy. Poczułem budzący się dzień. Od gór spływało chłodne, rześkie powietrze. Pierwsze płaty śniegu zwiastują wciąż panującą w górnych partiach zimę.
Dotarłem do kolejnej drogi, przy której jest spora wiata wypoczynkowa. Można tutaj odsapnąć chwilkę i uzupełnić płyny. Podejście dało mi trochę w kość. Odpoczynek przerwał pierwszy napotkany turysta. Sunie z dołu jak maszyna. Nie widać po nim zmęczenia, a słychać tylko stukające kije. Gdy on zostaje odpocząć – ja ruszam dalej. Śnieg już nie w liszajach, a zalega solidną pokrywą. Najgorsze, że polukrowany lodem. Trudno ustać na nogach. Doszedłem do najbardziej stromego odcinka szlaku. Przekroczyłem 1000 m n.p.m. „Zaraz będą Paciorki. Tam odpocznę” – pomyślałem.

Nie był to najlepszy pomysł. Gdy tylko usiadłem na skałkach i rozejrzałem się wokół – piękno nie pozwoliło mi iść dalej. Musiałem nasycić oczy. Widoczna w dole Jelenia Góra, zbiornik Sosnówka z łyskającą w słońcu wodą, a nad tym wszystkim kolejne pasma górskie wyłaniające się z mgły – sprawiają wrażenie magicznej krainy. Do tego w górze płynące chmury o fantazyjnych kształtach. Niesamowite! Po przeciwnej stronie doliny Długi Grzbiet z wyróżniającymi się na tle śniegu skałkami. Choinki jak powtykane w śnieg zapałki... Nie sposób ominąć obojętnie takich cudów. I nie przeszkodziło nawet siedzenie na bryle lodu w kociołku wietrzeniowym.

Schronisko Martinova bouda (fot. K. Tęcza)

A jednak czas ruszać. Czynię to niechętnie, bo żal takich widoków. Zwłaszcza, że są niezmącone turystycznym gwarem panującym w Karkonoszach latem. Poza tym teraz przejrzystość powietrza inna.
Śniegu przybywa z każdym metrem wysokości – podążam zatem po białym betonie. No może nie do końca, bo zaraz zaczynają się drewniane kładki. Na nich śnieg utrzymuje się tylko środkiem, za to grubą warstwą. Jest zmrożony. Muszę uważać.
Od Rozdroża pod Śmielcem (1127 m n.p.m.) na bardzo krótkim odcinku czeka mnie pokonanie 200 metrów różnicy wzniesień. Jak wzrokiem sięgnąć – wszędzie biel. Widać tylko wydeptane ścieżki. Każdy próbował własnego szlaku. Wybieram spośród nich jeden. Niestety – tego się obawiałem – tropy głębokie po kolana. Bardzo niebezpieczne. Trzeba patrzeć uważnie pod nogi.
Wreszcie dotarłem na Czarną Przełęcz (1350 m n.p.m.). Pogoda wciąż była dobra: słońce, choć z wiatrem. Z Czeskich Kamieni schodziła grupa ludzi. Narciarze. Słyszę język czeski. No, tak – Czesi są niezawodni. W każdą pogodę, nawet gdy nikt nie wędruje po górach, zawsze można spotkać jakiegoś Czecha. Często zabierają w góry swoje pociechy, niekiedy niemowlaki w ciągniętych za nartami specjalnych sankach.

Ubrałem się cieplej i skierowałem w stronę Martinovej boudy. Wreszcie będzie trochę lżej. Schodząc w dół, wśród wierzchołków dostrzegłem małą górkę. Okazała się być nią... Śnieżka. Z tego miejsca nie wygląda na najwyższą górę Karkonoszy, Śląska, Czech! Tylko zabudowa na szczycie nie pozostawia wątpliwości.
Pomimo grupek czeskich narciarzy, na szlaku jest luźno. Szybko zbliżyłem się do schroniska. Przed polaną czekała mnie jeszcze wspinaczka po zboczu, do ukrytej za nim doliny, w której Łaba spada w przepaść. „Ciekawe jak to wygląda zimą?”

Schronisko Labská bouda i Łaba (fot. K. Tęcza)

Trochę mi zeszło zanim dotarłem do schroniska Labská bouda. Po drodze z grzeczności schodziłem na pobocze, by ułatwić narciarzom bezpieczny przejazd. Niestety nie ułatwiało to mojego marszu. Ciągle ześlizgiwałem się w dół, albo zapadałem w śnieg. W końcu jednak ujrzałem schronisko. Okazałe. Większość ludzi określa je mianem socjalistycznego wybryku architektury, ale przecież stare schronisko, mimo że stylowe, wcale nie było wiele mniejsze. Mi kształt nie przeszkadza. Podczas częstych w nim wizyt zdążyłem przywyknąć.
Zszedłem do pomostu widokowego przy wodospadzie Łaby. Właściwie nie wiem czy nie powinienem napisać wodospadów Łaby? Warto było nieco się pomęczyć by tu zejść. Mimo tego, że górna część potoku jest całkowicie zasypana śniegiem. Za widoki poniżej zapewniają niesamowite wrażenia.
Dalej trzeba się wdrapać po rozmokniętym śniegu. Żadnych śladów! Od dawna nikt przede mną tędy nie szedł. Zostawiłem tropy dla innych ciekawskich. Na tarasie schroniska czekała mnie kąpiel słoneczna. Opalali się tu wszyscy goście. Trochę radości w górach śniegu.

Dawne schronisko, dziś radiowo-telewizyjny ośrodek nadawczy nad Śnieżnymi Kotłami (fot. K. Tęcza)

Po odpoczynku ruszyłem w stronę źródeł Łaby. Za sobą miałem już półmetek, a więc zmierzałem w kierunku domu. Śnieżka wciąż wygląda jak kopczyk. Za to pozostałe góry wywierają duże wrażenie. Niestety pogoda staje się nieprzyjemna. Zrywa się mroźny, coraz silniejszy wiatr. Rezygnuję z umyślonej trasy, chociaż wiem, że aby dojść do źródeł Łaby brakuje niewiele. Skręcam w stronę Łabskiego Szczytu. Czasami warto odpuścić, coś co wydaje się w zasięgu ręki, niż ze zwykłego uporu narazić zdrowie czy życie.

Na horyzoncie wychynął budynek dawnego schroniska nad Śnieżnymi Kotłami. „Mała drewniana budka.” Ciało domagało się kolejnej warstwy odzieży. Na usta założyłem specjalną ochronę. Szedłem pod górę zimowym szlakiem, zaznaczonym wysokimi tyczkami. Wciąż mijali mnie narciarze. Jedni zjeżdżali z góry, drudzy starali się pod nią wejść. Niektórym nawet to wychodziło, lecz większość z nartami w ręku. Tylko raz słyszałem język polski.
Gdy dotarłem na grzbiet, ujrzałem oddalone nieco schronisko na Szrenicy. Wyglądało nawet całkiem nieźle. Pamiętam bowiem jego widok z lata, kiedy w oczy rzucał się paskudny kolor elewacji. Teraz w okresie zimowym barwa jakby nieco zblakła i budynek wygląda znacznie lepiej.

Dalej było pod górkę. Z lewej strony skały na Łabskim Szczycie, niby nieduże, a jednak. Jakiś narciarz próbował na nie się wspiąć. Nie bardzo mu to wyszło. Zrezygnowany zdjął narty i dopiero wtedy się wdrapał. Budynek nad Śnieżnymi Kotłami zmieniał się wraz malejąca odległością. Już nie sprawiał wrażenia budki. Już z bliska przyglądam się urządzeniom stacji telekomunikacyjnej. „Z każdym rokiem jest ich coraz więcej.” Za to ludzi na szlaku mniej. Krąży tylko kilka grupek. Jedni robią pamiątkowe zdjęcia, drudzy podziwiają widoki.

Obelisk Cesarza Wilhelma na Wielkim Szyszaku chyli się ku upadkowi. Niewiele już trzeba by pozostała z niej kupka gruzu (fot. K. Tęcza)

Niestety, zwłaszcza narciarze, za nic mają tablice ostrzegające o niebezpieczeństwie. Niektórzy przejeżdżali nad przysypanymi śniegiem łańcuchami aż na śnieżne nawisy. Skrajnym brakiem rozwagi popisali się turyści, których dostrzegłem w dole. Z początku nawet nie pomyślałem, że to mogą być ludzie! Dopiero po chwili poznałem po śladach w śniegu, że zeszli żlebem, którym co prawda wiódł kiedyś szlak turystyczny, ale to było jeszcze przed utworzeniem Karkonoskiego Parku Narodowego. Teraz, nawet latem jest to droga wyjątkowa niebezpieczna. Tymczasem tych kilka osób zeszło po niemal pionowej ścianie i torowali trasę w stronę Śnieżnych Stawków.
Wiodący dalej szlak wokół Wielkiego Szyszaka jest zamknięty dla ruchu pieszego. Oczywiście nie przeszkodziło to alpinistom. Niektórym los poskąpił wyobraźni i pomyślunku.

Ostrożnie schodząc dotarłem na Czarną Przełęcz. Zamknąłem pętlę. Pozostało tylko zejść Koralową Ścieżką do Jagniątkowa. W nogach czuję 25 kilometrów, a w sercu niosę radość z niedzielnego spaceru.

Krzysztof Tęcza

 
 
 
 

Tagi: · relacja z wędrówki · Karkonosze · trasy piesze

Linki: · Granie pod granią

 
ExpresMenu
 

Zobacz więcej

 
 

© Góry Izerskie 2006-2017

http://www.goryizerskie.pl

newsletter kontakt redakcja prywatność archiwum spis treści facebook partnerzy też warto

 

 

 

Polecane: plomby gwarancyjne regały magazynowe montaż haków holowniczych sprzątanie Wrocław