ciasteczkaWażne: Pozostawiamy ciasteczka. Przeglądając nasz serwis AKCEPTUJESZ naszą politykę prywatnościOK, schowaj.

 

Magazyn Turystyczno-Krajoznawczy GÓRY IZERSKIE

GÓRY IZERSKIE na wyciągnięcie ręki

Atrakcje Wieże widokowe    Wędrówki Rower Narty Na wózku Bezpiecznie Bliżej gór Las Historia Legendy


 

• start  » Relacje  » Niedziela na śmietnisku

 
 

Napisany: 2016-12-01

Niedziela na śmietnisku

Wszyscy je produkujemy, ale mało kto wie, co się dzieje ze śmieciami

Szubienica na Straconce (fot. K. Tęcza)

Na kolejną, już 44. tego roku, wycieczkę Rajdu na Raty jeleniogórski Oddział PTTK "Sudety Zachodnie" zaprosił turystów w niedzielę 27 listopada 2016 roku. Wyznaczony na prowadzącego wycieczkę wymyśliłem coś nietuzinkowego. Odwiedzenie... Karkonoskiego Centrum Gospodarki Odpadami w Kostrzycy. Jak można proponować turystom niedzielny spacer na wysypisko śmieci? Zwyczajnie! Nie tylko można, ale warto. I to mimo złej pogody: silnego wiatru i padającego deszczu ze śniegiem. Chętnych na taką osobliwą wycieczkę nie zabrakło – zgłosiło się niemal 30 osób. Pośród nich gość specjalny – Wiktor Gumprecht, kierownik Rajdu na Raty.

Spacer rozpoczęliśmy w miejscowości, zwanej na progu państwowości polskiej w Sudetach, Hlondów. Od nazwiska prymasa Polski. Po kilku zmianach znamy ją jako Miłków. W tutejszym murze kościelnym p.w. św. Jadwigi znajdują się trzy krzyże pokutne, a przed wejściem na plac kościelny – pręgierz. Inni znają wieś z domu na głowie. My jednak ruszyliśmy w stronę usytuowanego na drugim brzegu Łomnicy, wzgórza o nazwie Straconka. Właśnie tam znajdują się resztki murowanej szubienicy. Przeprowadzone niedawno badania archeologiczne potwierdziły opisane w przekazach tutejsze stracenia. Znaleziono szkielety pochowanych wokół szubienicy skazańców.

Ciął deszcz i śnieg, ale maszerowaliśmy dziarsko na stare i nowe śmieci (fot. K. Tęcza)

Gdy dotarliśmy do KCGO, przywitał nas Mieczysław Lewandowicz, prezes zarządu przedsiębiorstwa. Poświecił niedzielę w domowym cieple by oprowadzić producentów śmieci po zakładzie. Serdecznie mu za to dziękuję.

Karkonoskie Centrum Gospodarki Odpadami zgodnie z uchwałą Sejmiku Województwa Dolnośląskiego jest Regionalną Instalacją Przetwarzania Odpadów Komunalnych (RIPOK). Spełnia wymagania w zakresie: przetwarzania selektywnie zebranych odpadów zielonych i innych bioodpadów (kompostownia); składowania odpadów powstających w procesie mechaniczno-biologicznego przetwarzania zmieszanych odpadów komunalnych oraz składowania pozostałości z sortowania odpadów komunalnych (składowisko); mechaniczno-biologicznego przetwarzania zmieszanych odpadów komunalnych.

Przywożone tutaj odpady podlegają określonej procedurze. Najpierw następuje wstępny rozdział. Każdy rodzaj odpadów trafia do wydzielonych boksów: odpady surowe, stłuczkę szklaną, odpady wielkogabarytowe, złom, odpady zielone. Osobno traktowane są materiały niebezpieczne.

Każdy z nas wytwarza śmieci, ale my należymy do elity, która już wie co z nimi dzieje się po wyrzuceniu do przydomowego śmietnika (fot. K. Tęcza)

Do hali z ciągami technologicznymi śmieci trafiają na segregację. Sita bębnowe o różnych frakcjach oddzielają złom, folię, plastiki, papier, szkło itd. Reszta trafia na specjalne wysypisko, z którego jest pobierana do kontenera kompostowni kontenerowej lub tunelowej. W zamkniętym systemie przebiegają procesy biologicznego rozkładu materii organicznej w warunkach tlenowych. Po zakończeniu procesu uzyskany produkt nie emituje nieprzyjemnych zapachów, nie wysycha i nie pyli.
W hali znajduje się także linia technologiczna sortowania odpadów użytkowych. I tutaj nie można się już obyć bez człowieka – segregacja jest ręczna. Dlatego też, mimo iż zakład zatrudnia ponad 90 osób, sezonowo do pracy na tej linii przyjmuje się dodatkowych kilkanaście osób.

Wszystkie posegregowane surowce dostarczane są na stanowiska prasowania i belowania odpadów. Potem trafiają do kontenerów np. ze zużytym sprzętem elektrycznym i elektronicznym, który każdy mieszkaniec gmin należących do Związku Gmin Karkonoskich może zostawić nieodpłatnie.

Kiełbaski (przyniesione z domu! – nie z KCGO ;-) ) i ciepło ogniska nas rozgrzały (fot. K. Tęcza)

Po rekultywacji starej hałdy i ujęciu odcieków do specjalnych zbiorników retencyjnych, gdzie są podczyszczane, składowiskowe zbiory zostały uszczelnione, a woda w przepływających przez zakład strumykach jest tak czysta, że pobierana jest na potrzeby hodowli pstrąga.

Aby zakład spełniał odpowiedni stan bezpieczeństwa, nie był uciążliwy dla otoczenia oraz oferował dobre warunki pracy, stosowane są różnego rodzaju filtry, odsysacze pyłów, a nawet zastosowano system rozpylania zapachów neutralizujących smród.
Czasami jednak te nowoczesne środki i metody nie pomagają. Kiedy np. w odpadach trafi się niewybuch albo jegomość, który w śmietniku urządził sobie nocleg... Na szczęście wychwycono go na samym początku ciągu segregacji.

Aktualnie w KCGO jest realizowana nowa inwestycja. Pozwoli na wytwarzanie energii elektrycznej z ciepła wydobywającego się z odpadów oraz wydzielających się gazów. To bardzo nowoczesna instalacja, jedna z nielicznych jakie będą pracować w tej części Europy. Na szczegóły zasady jej działania musimy poczekać do czasu jej uruchomienia, lecz nastąpi to niebawem. Najważniejsze, że nie będzie to typowa spalarnia. Technologia tutaj użyta jest znacznie bardziej zaawansowana.
Na koniec mogliśmy jeszcze obejrzeć szatnię wybudowaną dla pracowników. Także jest urządzona bardzo nowocześnie. Posiada zarówno część łaziebną, szatnię brudną, szatnię czystą, biura, ale także pomieszczenie pralnicze z systemem szybkiego suszenia.

Tak oto, podczas trwającej kilka godzin wizycie w KCGO, poszerzyliśmy (albo zdobyliśmy) wiedzę na temat składowania i segregowania odpadów oraz ich wtórnego wykorzystania.

Pogoda się pogarszała, a my poszliśmy polnymi drogami w kierunku Ciszycy. Znajduje się w niej pałac należący do księcia Antoniego Radziwiłła. Bywał w nim książę Wilhelm Pruski, który zakochał się w córce Radziwiłła. Niestety uwarunkowania polityczne nie pozwoliły młodym na szczęśliwe zwieńczenie miłości, więc żywota kochankowie spędzili osobno. My za to skorzystaliśmy z wybudowanego na sąsiednim wzgórzu zameczku myśliwskiego. W jego ruinach, osłonięci od wiatru, rozpaliliśmy ognisko i upiekliśmy kiełbaski.
Posileni, wzdłuż nieczynnej linii kolejowej w stronę Mysłakowic, dotarliśmy na najbliższy przystanek autobusowy.

Krzysztof Tęcza

 
 
 
 

Tagi: · relacja z wędrówki

Linki: · Jubileusz dziarskiego 70-latka · Starszy niż macierz · Doliną Białej Łaby

 
ExpresMenu
 

Zobacz więcej

 
 

© Góry Izerskie 2006-2017

http://www.goryizerskie.pl

newsletter kontakt redakcja prywatność archiwum spis treści facebook partnerzy też warto

 

 

 

Polecane: plomby gwarancyjne regały magazynowe montaż haków holowniczych sprzątanie Wrocław