ciasteczkaWażne: Pozostawiamy ciasteczka. Przeglądając nasz serwis AKCEPTUJESZ naszą politykę prywatnościOK, schowaj.

 

Magazyn Turystyczno-Krajoznawczy GÓRY IZERSKIE

GÓRY IZERSKIE na wyciągnięcie ręki

Atrakcje Wieże widokowe    Wędrówki Rower Narty Na wózku Bezpiecznie Bliżej gór Las Historia Legendy


 

• start  » Relacje  » Powitanie wiosny w Jeleniej Górze

 
 

Napisany: 2013-04-04

Powitanie wiosny w Jeleniej Górze

Zima to bardzo ciekawy okres roku - choć marzniemy, przez wiele mroźnych dni mamy przejrzyste powietrze, którym oddychamy i czujemy zapach naszych pięknych gór

Na w wycieczkę w poszukiwaniu wiosny zabraliśmy Marzannę (fot. K. Tęcza)

Zimą świat przykryty białym puchem, sprawia wrażenie czystego, więc aż się chce się wyjść z domu i ruszyć przed siebie. Góry wówczas wyglądają tajemniczo. Często fantastyczne kształty przysypanych śniegiem skał czy drzewa uginające się pod ciężarem szadzi wywołują w naszym umyśle różne wrażenia. Wreszcie zima to pora roku bardzo atrakcyjna dla każdego turysty.

Jednak zbyt zbyt długa zima potrafi skutecznie zniechęcić do uprawiania turystyki. Dlatego też, Koło Grodzkie PTTK oraz Komisja Krajoznawcza przy Oddziale "Sudety Zachodnie" w Jeleniej Górze zorganizowały w sobotę 23 marca 2013 roku wycieczkę na powitanie wiosny. Postanowiliśmy pokazać opóźniającej się wiośnie, jak bardzo za nią tęsknimy.
Na miejsce startu przyszło liczne grono. Widać tęsknota za wiosną jest powszechna. Pogoda, widocznie postanowiła poprzeć nasze mierzenia. Nic nie padało z nieba i czuć było jedynie lekki mrozek. Ale to nie problem dla zaprawionych piechurów. Nawet dzieciaki nie przejmowały się tym lekkim chłodem.

Zimową Pannę posłaliśmy w podróż ku Bałtykowi (fot. K. Tęcza)

Żartując, w wesołej atmosferze doszliśmy do mostu na Bobrze. Uznaliśmy bowiem, że nurt Kamiennej nie gwarantuje szybkiego zabrania Marzanny do morza. Przez chwilę podziwialiśmy kukłę symbolizującą zimę, aż zgodnie ze zwyczajem podpaliliśmy ją rzuciliśmy z mostu w nurt Bobru. Trzeba przyznać, że pięknie wyglądała, gdy szybko oddalała się w stronę widocznego na wzgórzu Grzybka. Po chwili zniknęła za zakrętem rzeki i wpłynęła pod wiadukt kolejowy.

Teraz byliśmy już pewni, że za kilka dni zawita do nas prawdziwa wiosna. Trzeba tylko cierpliwie jej wypatrywać. Zaciągnęliśmy się świeżym, nieco zmrożonym powietrzem, i ruszyliśmy dalej. Byliśmy bardzo zadowoleni. Dawniej bowiem w tym miejscu nikt przy zdrowych zmysłach nie oddychałby głęboko. Dzisiaj, po wybudowaniu nowoczesnej oczyszczalni ścieków, nieprzyjemne zapachy nie unoszą się w okolicy.

Niezadeptany śnieg na mostku zdradzał, iż nikt jeszcze tędy nie przeszedł (fot. K. Tęcza)

Dalszy spacer zapowiadał się ciekawie. Brak śladów na śniegu oznaczał tylko jedno: byliśmy pierwszymi piechurami zmierzającymi na prawą stroną Bobru, do mostku na Jeziorze Modrym. Po drodze spotykaliśmy co prawda pana z pięknym pieskiem, ale szedł on w przeciwną stronę. Podziwiając dzikie kaczki na niebie, przechodził nas lekki dreszcz - jak one to robią, że nie jest im zimno, kiedy siadają na wodzie. Brrrr... Dla rozgrzewki przyspieszyliśmy zmierzając do miejsca zwanego "Końcem Świata".

Nie powiem, momentami nasza ścieżka prowadząca brzegiem Bobru, stwarzała problemy. Trzeba było bardzo uważać, by nie wpaść do wody. Niestety najgorsze było przed nami. Nie mam na myśli ponad stu schodów prowadzących do niemal stuletniego gościńca "Perła Zachodu". Niebezpieczeństwem groziły przegniłe deski bardzo długim mostku. Wielu z nich brakowało, a inne łamały się pod naszymi stopami. Od dłuższego czasu nikt nie przyznaje się do mostka, a w każdej chwili może dojść tutaj do tragedii. Pewnie dopiero po niej ktoś przegniłe deski wymieni.

Pieczone na zimowym-wiosennym ogniu kiełbaski były przepyszne! (fot. K. Tęcza)

Po niebezpieczeństwach wycieczki dotarliśmy wreszcie do gościńca. Główna sala była przygotowana do uroczystości weselnych, jednak gospodarz widząc liczną grupę, szybko zniósł kilka dodatkowych stolików i mogliśmy zagrzać się pijąc ciepłą herbatkę. Każdy jednak już myślał o popołudniowym ognisku, więc posiliwszy się nieco ruszyliśmy w stronę Jeleniej Góry. Przy "Cudownym Źródełku" czekało nas prawdziwe wyzwanie: Musieliśmy wdrapać się korytem strumienia pod górę, tak by dotrzeć do "Cesarskiego Dębu". Znów nie było łatwo, lecz daliśmy radę, i już wkrótce znaleźliśmy się na Kaplicznym Wzgórzu. Tutaj rozpaliliśmy ognisko i częstowaliśmy się przyniesionymi smakołykami. Czuć było zapach pieczonych kiełbasek, które po całodziennych trudach na świeżym powietrzu smakowały wybornie.
Bijące od ognia ciepło, i wyczuwalne ciepło słonecznych promieni wywołało u wszystkich wyśmienity humor. Zakończenie wycieczki było bardzo wesołe.
Niestety wszystko się kiedyś kończy, więc pozostało nam już tylko zasypać śniegiem ognisko i rozejść się do domów.

Choć wiosnę zaprosiliśmy serdecznie - wciąż nie rozgościła się w naszej krainie...

Krzysztof Tęcza

 
 
 
 

Tagi: · wędrówki

 
ExpresMenu
 

Zobacz więcej

 
 

© Góry Izerskie 2006-2017

http://www.goryizerskie.pl

newsletter kontakt redakcja prywatność archiwum spis treści facebook partnerzy też warto

 

 

 

Polecane: regały magazynowe plomby gwarancyjne montaż haków holowniczych sprzątanie Wrocław